czwartek, 6 października 2011

ola jesienna


Coś mi nie idzie pisanie, umknęła mi ta myśl zapisywania codzienności. Wakacje minęły jak zawsze za szybko, pod znakiem kawiarni. Teraz tak trochę bunkruję się u rodziców, lubię tu być o tej porze roku. Babie lato. Słonecznie i ciepło. Dojrzewające owoce na drzewach, śliwki, jabłka i gruszki. I dzika róża. Powidła, dżemy i czatneje (ponoć tak to się pisze po polsku, widziałam we Wróżce). Bo gdyby ktoś nie wiedział, to przepis na najlepsze powidła śliwkowe jest bardzo prosty: strząsnąć z drzewa kosz śliwek, najlepiej przejrzałych, słodkich i miękkich, odpestkować i wrzucić do gara, i na piec. Trochę wody na dno, smażyć z rana i wieczorem przez 3-4 dni, czasami mieszając. I jak się już wysmażą do chcianej przez nas gęstości - do słoików i zagotować. Tak, tak, wcale nie zapomniałam o cukrze, jest najzupełniej zbędny. A powidła są nieziemskie! Nie zliczę, ile śliwek przerobiłyśmy, na pewno ze dwie setki kilogramów. 
Poza tym pierwszy raz spróbowałam coś zrobić z jarzębiny i kaliny, wyszedł dżem z dodatkiem jabłek. Co prawda na początku nie bardzo mi smakował, te owoce mają bardzo specyficzny, gorzkawy posmak, jabłka i cukier nieco go neutralizują. Zależy co kto lubi, Mamie smakował od początku, ja dzisiaj stwierdziłam, że aż taki zły nie jest ;) Chyba powinnam dodać, że gdyby ktoś chciał robić przetwory z kaliny, dzikiego bzu i jarzębiny chyba też, to te owoce należy najpierw przemrozić, zawierają one bowiem substancje szkodliwe dla dzieci (wiem, bo miałam okazję doświadczyć jako dziecko, a Mama tylko raz zrobiła sok z dzikiego bzu).

I jeszcze dzika róża. To nasze odkrycie zeszłoroczne! Zrobiłyśmy kilka słoików konfitur, mają niesamowity, nieopisywalny smak. Niestety tylko kilka, bo jednak róża jest ciężka do przetwarzania. Zbieranie to jedno, potem jeszcze trzeba się pozbyć pestek, żmudna praca. W tym roku  zrobiłam kilka słoiczków dżemu różano-jabłkowego, oczywiście ze sporą przewagą jabłek, a smak ciągle nieziemski. Zastanawiałam się nad sposobem uniknięcia tego strasznego wybierania pestek i właśnie znalazłam: zalać owoce wodą i gotować do miękkości, potem przetrzeć przez sito. No to się gotują, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Bo naprawdę warto się potrudzić. Wcale nie tak wielu ludzi wie, że dzika róża zawiera 20-30 razy więcej witaminy C niż cytryna! Uodparnia i wzmacnia, szczególnie na zimę, przeciwko przeziębieniom. Poza tym wzmacnia serce, obniża poziom cholesterolu, powstrzymuje zmiany miażdżycowe, hamuje procesy starzenia się organizmu etc.  Po prostu owoc anielski, polecam. 
Mam pomysł. Postaram się pozbierać wszelkie znane mi informacje na temat zapobiegania/leczenia przeziebień i wzmacniania odporności metodami naturalnymi. Aby Stasie, Zuzie, Roszki i Bazylki juz nie chorowały. Lubię ten pomysł.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz