sobota, 4 sierpnia 2012

Wschód słońca, którego nie było.


Kiedyś miałam szansę wdrapać się po ciemku  na połoninę na wschód słońca. Nie skorzystałam z niej, glany bez podeszwy zostały gdzieś na szlaku, upamiętniając wątpliwy wyczyn lub bolące pęcherze. A w sandałach pod górę po ciemku - podziękowałam. I zawsze tego żałowałam. Potem było zdjęcie T., które nie dawało spokoju, które intrygowało i budziło wątpliwości. I były te wakacje, pełne tego wszystkiego, o czym się nigdy nie śniło. Absurdalne ale wcale nie komiczne. No może poza tą wyprawą na wschód słońca, która miała udowodnić, że ciągle jesteśmy młodzi i żądni przygód. A wyszło trochę tragikomicznie. Bo słońce niby wzeszło, ale tylko  na chwilę, przyszły chmury i zaczęło padać. Dobrze na tym wyszedł stary i nie żądny przygód D, który został w łóżku. Następnym razem zostanę z nim.







2 komentarze:

  1. I takim momencie, jak ten gdy widzę tak piękne widoki ogromnie żałuję, że nie mogę nigdzie wyjechać w tym roku:) Piękne zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
  2. średniawe, ale niech Ci będzie ;) a były zrobione zaledwie kilka kilometrów od domu niby rodzinnego, więc nie trzeba daleko jechać. czasem wystarczy wstać o czwartej nad ranem by zobaczyć rzeczy z odmiennej perspektywy :) pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń