wtorek, 25 września 2012

Najprostszy domowy ocet jabłkowy


Obiecałam ocet jabłkowy, więc w końcu jest. I przepraszam za zwlekanie, inaczej to sobie zaplanowałam. U nas sezon jabłkowy trwa, choćby ostatnio jakby z przerwami. Zaczęło padać i ja się jakoś nie mogę przekonać do wyprawy w dzicz na mokro. Wiem, że sporo mnie omija, na szczęście lada dzień będę 'zmuszona' wybrać się po nowy zapas jabłek, bo chciałabym nastawić nowy ocet. Wspominałam już kiedyś, że niedaleko nas rozpościera się bardzo ciekawa kraina, pełna wysokich traw, dzikich jabłoni i głogów. Miasto Głogów powinno się schować, bo takiej ilości głogu jak tutaj jeszcze nigdy wcześniej nie widziałam ;) Jabłonek jest sporo, a amatorów na nie wcale nie aż tak wielu. Prawda to, że owoce do największych czy najsmaczniejszych nie należą, ale nam to wcale nie przeszkadza. Grunt, że znajdują się z dala od spalin i nie są niczym pryskane. Znakomicie nadają się do szarlotek czy też strudli (ja zrobiłam swój pierwszy apfelstrudel z tego przepisu, a D. prawie popłakał się ze szczęścia smakując go - było to co prawda po serii eksperymentalnych wypieków bezglutenowo-wegańskich, więc może to dlatego). W słoikach czeka mus i tarte jabłka, a ja uwielbiam jabłkowy kompot zarówno na zimno, jak i na ciepło - szczególnie gdy za oknem dżdży.



 Z octem jabłkowym zaprzyjaźniłam się za czasu gotowania potraw wg terapii Gersona, był to jeden z niewielu dozwolonych polepszaczy smaku. Potem Mama zaczęła robić go w domu, a mnie udało się kilka razy podebrać butelkę czy dwie.
 O occie jabłkowym napisano już wiele, dlatego nie mam zamiaru się za bardzo powtarzać. No może tylko trochę. Zawiera całkiem sporo witamin i minerałów (szczególnie ten wykonany z jabłkowych obierek - wiadomo, że wszystko co dobre znajduję się tuż pod skórką), takich jak np. witamina E, potas, wapń, fosfor czy sód jak i innych zbawiennych substancji (pektyna czy kwas mlekowy).
Dzięki temu obniża poziom cholesterolu we krwi, zapobiega nadciśnieniu i miażdżycy, jak i oczyszcza organizm z toksyn. Ostatnimi czasy stał się modny jako środek wspomagający odchudzanie, przyśpiesza również procesy trawienne (ponoć Kleopatra właśnie octowi jabłkowemu zawdzięczała swą ponętną sylwetkę). Bla, bla, bla. Można wymieniać dalej, bo to jeden z tych środków, który działa cuda. Naprawdę polecam poczytać w tym temacie. Podam tylko link do strony, gdzie podane są dolegliwości na jakie i jak zaleca się stosowanie i octu jabłkowego. Wygląda mi na to, że opracowanie pochodzi z jednej z książek dr Jadwigi Górnickiej (autorka 'Apteki Natury'), którą darzę wielkim zaufaniem jeśli chodzi o tematykę medycyny naturalnej. Co prawda nie jestem w stanie tego sprawdzić, bo książka jest Mamy i obie są daleko stąd.
Na szczęście przepis na ocet Mama przesłała mailem. Sposób przygotowania był znaleziony gdzieś w Internecie, ale nie mam pojęcia gdzie. Jest to chyba jeden z najprostszych przepisów, które można znaleźć, także mam nadzieję, że się rozprzestrzeni, ku zdrowiu wszystkich.



Domowy ocet jabłkowy

Skórki ze zdrowych jabłek włożyć do szklanego słoja, zalać osłodzoną, przegotowaną i wystudzoną wodą, w proporcji 2 łyżki cukru na szklankę wody. Zawiązać naczynie płótnem, po 3-4 tygodniach ocet jest gotowy. Ja jeszcze mieszam drewnianym patykiem, żeby skórki pływające znalazły sie też pod wodą. Inaczej to, co wystaje ponad wode pleśnieje.

To wcale nie był dobry pomysł z tym talerzykiem.



Dowiedziałam się jeszcze, że słój powinien być raczej z tych szerokich, najlepiej taki jak na zdjęciu, nie powinien się zwężać ku górze. Chodzi o dostęp powietrza, który powinien być równomierny. Nie zmierzyłam objętości mojego słoja przed rozpoczęciem produkcji octu, ale mogę powiedzieć, że znalazłam go w Ikei. Ja użyłam zarówno obierek jak i wydrążonych środków jabłek, wypełniłam nimi słój tak do 3/5 wysokości. Moje jabłka były dosyć kwaśne, dlatego użyłam tych dwóch łyżek cukru na szklankę wody, ale jeżeli jabłka są dosyć słodkie, można użyć mniej cukru. Czytałam, że można również użyć miodu zamiast cukru. Ja użyłam ekologicznego cukru trzcinowego. Słój z fermentującym octem powinien znajdować się w ciemnym pomieszczeniu, a przynajmniej z dala od promieni słonecznych. Ja ten swój przeniosłam na okno jedynie do zdjęć. Z obawy przed tym, że zapomnę o zanurzaniu skórek i wszystko mi spleśnieje, przykryłam swoje jabłka wyparzonym talerzykiem, który utrzymywał wszystko pod powierzchnią płynu - co nie okazało się zbyt dobrym pomysłem, bo po 4 tygodniach, gdy już wszystko odcedziłam i przelałam do butelek, ocet ciągle 'chodził' i bąbelkował, widać miał za mało powietrza, żeby wszystko 'przetrawić'. Zlałam wszystko z powrotem do słoja, dodałam trochę cukru i odstawiłam. Teraz czekam, co z tego wyjdzie*. Gotowy ocet należy przechowywać w butelkach z ciemnego szkła lub też głęboko w szafce, jako że promienie słoneczne niszczą zdrowotne właściwości octu jabłkowego. Ocet sam w sobie jest substancją konserwującą, więc nie potrzebuje żadnych innych zabezpieczeń typu pasteryzacja etc. Ja używam go w kuchni dosyć często, po trochę prawie do wszystkiego, szczególnie, gdy gotuję wg Pięciu Przemian, jest on moim najczęściej dodawanym smakiem kwaśnym. Poza tym nadaje się do sosów do sałatek, marynat, zamiast cytryny do herbaty. Ja staram się pić szklankę letniej wody z łyżką octu jabłkowego przed snem i po przebudzeniu, profilaktycznie. Jeśli komuś przeszkadza smak, można dodać trochę miodu lub soku owocowego. Należy pamiętać, że jak z wszystkim, nie można z octem jabłkowym przesadzać. Ja staram się nie przekraczać spożycia 3 łyżek dziennie. Aha. Jeżeli nie ma czasu na zrobienie octu w domu, dostępny jest on także w sklepach, ale z tym należy uważać. Chodzi o to, żeby było jasno i wyraźnie napisane na butelce, że jest to ocet jabłkowy naturalny, a nie zwykły ocet o smaku jabłkowym, bo takie też są dostępne w sprzedaży. I jak wspominałam wcześniej, pamiętajcie o ciemnym szkle, bo widziałam już przebarwiony ocet jabłkowy w przezroczystych butelkach na sklepowych półkach.
No to chyba tyle, mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. Powodzenia życzę!


* tekst edytowany 28.09.12

22 komentarze:

  1. Na blogu skoraczek znalazłam info, żeby postawić na słonecznym parapecie (i tak zrobiłam). Rozumiem, że to źle?

    OdpowiedzUsuń
  2. wiesz, trudno mi powiedzieć jak bardzo źle czy mniej źle to jest. przejrzałam sporo receptur na ocet i chyba w większości było o trzymaniu w ciepłym, zaciemnionym miejscu. o ile dobrze pamiętam, moja Mama trzyma swój ocet na blacie w kuchni, z dala od okna (inna sprawa, że kuchnia sama w sobie zbyt jasna nie jest:), i również wychodzi. pewną dozą zaufania darzę również portal biosłone, i skoro tam też piszą o zaciemnionym miejscu, to ja się kłócić nie będę :) według mnie chodzi o szkodliwość promieni słonecznych, ale nigdzie dokładnie na ten temat nic nie znalazłam. wybacz, że tak niejednoznacznie odpowiadam, ale nie chcę Cie wprowadzać w błąd. pozdrawiam i mam nadzieję, że ocet się uda :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję, to jednak zdejmę z parapetu i przestawię na blat kuchenny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Może jest podobnie jak z winem, że ocet po prostu nie lubi słońca i lepiej mu się dojrzewa w ciemnościach.... Niesamowite są zdjęcia tych drzew!

    OdpowiedzUsuń
  5. no moja teoria jest podobna, tylko właśnie nie potwierdzona naukowo, a przynajmniej się nie doszukałam. a drzewa bystrzyckie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ola jestes genialna, nigdy nie myslalam , zeby sobie zrobić, dobrze wiedziec, że to takie proste :)

    OdpowiedzUsuń
  7. no dobrze, ale skoro przykryłaś talerzykiem, to co z tym dostępem powietrza?
    ma

    OdpowiedzUsuń
  8. nie miałam pojęcia że samodzielne zrobienie octu jest tak proste :) Super, na pewno wypróbuje bo mam masę jabłek z działki i nie nadążam z jedzeniem ;) Kiedyś płukałam włosy octem, chyba wrócę do tego zabiegu

    OdpowiedzUsuń
  9. ja właśnie zaczęłam stosować ocet na włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Doświadczenie z produkcją octu tez juz mam poza sobą :) Jest wspaniały tak jak piszesz.
    Dr Górnicka poleca picie go codziennie ( łyzeczka octu)z łyżeczką miodu na szklankę letniej wody. Są jednak pewne przeciwwskazania przy pewnych schorzeniach, ale niestety nie pamiętam przy jakich:(

    OdpowiedzUsuń
  11. a co z drożdżami? W niektórych przepisach w składzie są drożdże winiarskie, u Ciebie nie widzę. Trzeba je dodać czy nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dodatek drożdży winiarskich nie jest potrzebny do fermentacji, same jabłka z cukrem dadzą radę. tym bardziej, że przecież chodzi o produkt 'czysty' bez zbędnych dodatków i 'ulepszaczy', taki ma najwięcej dobrych właściwości.

      Usuń
    2. dziękuję za informację :D
      pozdrawiam i dziś biorę się do roboty :D

      Usuń
    3. no i ocet jest :)
      nie wiem ylko czy nie powinien być bardziej klarowny, bo mój jakiś mętny wyszedł ....

      Usuń
    4. gratuluję serdecznie! mój też nie jest zupełnie klarowny, ale delikatny osad zostaje na dnie butelki. filtrowanie przez gęstą ściereczkę mogłoby pomóc. pozdrawiam!

      Usuń
  12. cześć pani olu :) domyślam się że tak, ale jeszcze się upewnię: mogę wrzucić całe jabłuszka, a nie same odpadki? pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cześć cześć! z tego, co czytałam, to najbardziej jest polecany ten z obierek (bo witaminy pod skórką), ale z całych pewnie też można, chociaż ja nie robiłam i nie dam głowy, że wszystko przebiega tak samo, ale w sumie dlaczego nie :)

      Usuń