środa, 12 września 2012

Zupa i syrop z dzikiego bzu czarnego

Szczerze przyznam, że owoców czarnego bzu trochę się bałam. Podobno lat temu wiele Mama przygotowała z nich jakiś sok, który miał służyć jako domowe remedium na zimowe przeziębienia. I podobno na zdrowie nam to nie wyszło. Stąd ten strach. Dlatego należy pamiętać, że owoce dzikiego bzu mają właściwości zarówno napotne jak i przeczyszczające. Poza tym również wzmacniające (czyli w sam raz na zbliżającą się zimę),zawierają witaminę E, która chroni komórki przed utleniaczami. W Norwegii przeprowadzono badania nad skutecznością owoców dzikiego bzu w walce z grypą. Części pacjentów podawano owe owoce cztery razy dziennie przez pięć dni, pozostałym podawano placebo. Wyniki były takie, że pacjenci spożywający dziki bez byli wolni od genów grypowych cztery dni wcześniej od pozostałych, jak i potrzebowali mniejszej ilości leków kontrolujących objawy grypy.
Należy jednak pamiętać, że surowe i niedojrzałe owoce dzikiego bzu zawierają sambunigrynę, związek posiadający właściwości toksyczne. Na szczęście w trakcie gotowania lub suszenia substancja ta ulega rozkładowi, więc nie należy się obawiać. Wypróbowałam na sobie i żadnych skutków ubocznych nie zaobserwowałam.
I jeszcze jedno. Cukier niszczy zdrowotne właściwości dzikiego bzu, dlatego przetwory lepiej słodzić np. stewią czy też syropem z daktyli. Ja użyłam syropu z agawy.

Zupa z dzikiego bzu jest bardzo starą duńską potrawą, tradycyjnie serwowana jest jako pierwsze danie, choć może wydawać się bardziej potrawą deserową. W dawnych czasach zwykle najpierw zapełniało się żołądek taką owocową zupą by oszukać głód. Ja jednak obstawiam przy deserze.




Bazowałam na przepisie Camilli Plum z książki 'The Scandinavian kitchen', ale użyłam własnych proporcji, czyli wszystko było 'na oko' i 'do smaku'.


Hyldebærsaft czyli sok z owoców czarnego bzu


Zupę z owoców przeważnie przygotowuje się z przygotowanego wcześniej syropu. 10-litrowy garnek (ja użyłam garnka 2-litrowego) należy wypełnić owocami (Camilla twierdzi, że z baldachimów należy oberwać jedynie te długie i grube łodyżki, resztę można zostawić; ja wypróbowałam widelcowy sposób) i zalać wodą. Gotować  na małym ogniu pół godziny. Następnie wszystko należy przecedzić przez sito wyłożone płótnem i zostawić do odciekania do następnego dnia (ja po prostu przecedziłam przez sitko). I już. Tak przygotowany syrop można zamrozić (ja nie zamierzam tego robić, unikam mrożenia), lub posłodzić i spasteryzować (lepiej użyć czegoś innego niż cukier, ale to już moja uwaga, nie Camilli). A na przeziębienie zalać gorącą wodę, dodać miód i plasterek cytryny.


Hyldebærsuppe czyli zupa z owoców czarnego bzu


By zrobić zupę, sok należy trochę rozcieńczyć z wodą, dosłodzić i dodać soku z cytryny/limonki (raczej nie do pominięcia, znacznie poprawia smak). Serwować z rodzynkami, kawałkami gruszki i kleksem z bitej śmietany. Najlepiej na zimno. Ja gruszkę najpierw lekko podgrillowałam a potem podgotowałam w kilku łyżkach czerwonego wina i soku z bzu. Zaskakująco nowy smak. Choć D. stwierdził, że po prostu dziwny. Ja za to ze smakiem zjadłam obie porcje ;)



Źródła:


Organizator: Aniko



6 komentarzy:

  1. Nigdy nie jadłam czegoś podobnego. Ciekawi mnie ten smak.

    OdpowiedzUsuń
  2. Olu to co w końcu dodałaś do soku zamiast cukru i ile na ile soku?
    Takie bezcukrowe chętnie bym zrobiła

    OdpowiedzUsuń
  3. ja dodałam syropu z agawy, ale ile to nie mogę powiedzieć, bo robiłam małą ilość i słodziłam tak do smaku... teraz zabieram się za suszenie dzikiego bzu, będzie jak znalazł do herbaty! tak myślę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Olu , dziękuję za wyjaśnienie

    OdpowiedzUsuń
  5. ależ proszę. daj znać jeśli zrobisz :)

    OdpowiedzUsuń