sobota, 19 stycznia 2013

Historia jednej pomidorowej.


Mróz i śnieg. Na szczęście można wrócić do domu i w 5 minut odgrzać sobie talerz rozgrzewającej zupy. Zupy, która przynosi wspomnienia odległych wakacji, więc czego można chcieć więcej?
Tę zupę gotowałam namiętnie przez kilka ładnych sezonów, w wieku kilkunastu lat. Najpierw tylko w soboty, kiedy Mamy nie było, potem przez całe wakacje po 2-3 razy w tygodniu, w związku z czym wszyscy mieli jej dosyć. Wszyscy poza mną oczywiście. Wiedziałam to wtedy, wiem to też teraz: ta zupa to wynik chwilowego objawienia geniuszu! ;)




 Niby nic takiego, po prostu pomidorowa. Żaden krem, z żadną gruszką czy też pomarańczą, trochę bardziej tradycyjna. Aczkolwiek nie do końca, bo bez ryżu ani makaronu (za takimi pomidorowymi nigdy nie przepadałam). Za to z najzwyklejszą kaszą jęczmienną, w której to tkwi sekret. Nie rozmięka tak zupełnie jak ryż, nadaje zupie ciekawej tekstury. Drugi sekret to świeży lubczyk. W ogródku Mamy zawsze rósł spory krzak, więc nigdy go do zupy nie żałowałam. Potem to właśnie brak dostępu do lubczyku sprawił, że całe lata nie przygotowywałam i nie jadłam tej zupy. Aż do czerwca ubiegłego roku, kiedy to przemyciłam sobie z Niemiec kilka łodyżek od cioci D, u której rośnie on na działce. Wtedy właśnie przypomniałam sobie o mojej ulubionej zupie sprzed lat i zaczęłam przygotowywać ją na nowo. Okazało się, że ciągle ją uwielbiam. W międzyczasie kupiłam kilka doniczek z wyhodowanym lubczykiem, ale dosyć marny był. Mam zamiar przesadzić go na wiosnę do balkonowego ogródka, zobaczymy co z niego wyrośnie. Na szczęście w polskim sklepie znalazłam suszony lubczyk, więc już nam rozłąka nie straszna!
 Oryginalnie gotowałam ową zupę zapewnie na kostce rosołowej, ale dobrze pamiętam, że z dodatkiem porów i lubczyku właśnie.  Teraz już nie używam kostek ani tym podobnych, za to przygotowuję szybki wywar z tego, co akurat mam pod ręką. Ostatnim razem były to: kawałek selera, zielona część pora, 2 liście jarmużu, cebula prawie spalona na kuchence. I tyle wystarczyło.
 Kiedyś miałam pod ręką piwnicę pełną słoiczków z przecierem pomidorowym, teraz domowy przecier to niedostępny rarytas. Zamiast niego używam ekologicznych pomidorów z puszki, które blenduję na przecier. W sezonie można też dorzucić kilka dojrzałych pomidorów, albo użyć samych pomidorów. Zdjęcia są z lata, i właśnie świeże pomidory pływają w misce. Tym razem zupa została zjedzona w ekspresowym tempie, więc obyło się bez zdjęć.


Pomidorowa mojej młodości ;)

2 l wywaru warzywnego
250 ml przepłukanej kaszy jęczmiennej
400 ml zblendowanych pomidorów z puszki / przecieru
1 łyżka koncentratu pomidorowego
(ewent. 1-2 świeże pomidory pokrojone w kostkę)
1 łyżka oleju
pół łyżki cukru trzcinowego
kilka łodyg świeżego lubczyku
1 łyżka suszonego lubczyku
1-2 szczypty chilli
1 łyżeczka słodkiej papryki
sól i pieprz do smaku

Do wrzącego wywaru warzywnego dodaję przepłukaną kaszę jęczmienną, olej i lubczyk.
Gotuję ok. 10-15 minut i dodaję wszystkie produkty pomidorowe.
Zmniejszam ogień i czekam, aż zupa znowu zacznie bulgotać. Wtedy dodaję cukier, paprykę i chilli, trochę pieprzu oraz sól.
Po następnych 10 minutach sprawdzam smak, ewentualnie dodaję jeszcze trochę lubczyku, cukru czy też pozostałych przypraw. Gotuję do czasu aż kasza jest całkowicie miękka i smak mnie zadowala.


Uwagi:
Przy tej ilości wody i kaszy zupa ma według mnie optymalną gęstość. Nie radzę na początku sypać większej ilości kaszy, bo w trakcie gotowania zwiększa ona swoją objętość i zupa łatwo może wyjść zbyt gęsta. Również pozostawiona do następnego dnia, zupa trochę tężeje, można wtedy dodać do niej trochę wody i prawdopodobnie odrobinę więcej soli.

************

A na ten śnieg za oknem kilka łubinów, aby zrobiło się trochę bardziej kolorowo.





8 komentarzy:

  1. Zapomniałam już o tych pięknych kwiatach,dawniej one wszędzie rosły,piękne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja sobie w Danii o nich przypomniałam, w moich okolicach porastają rowy latem :)

      Usuń
  2. mam słabość do pomidorowej, to moja ulubiona zupa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takim razie polecam moją skromną wersję ;)

      Usuń
  3. przyznam, że z kaszą jeszcze nie jadłam
    choć myślę, że by mi smakowało
    lubczyk rośnie u mojego sąsiada, tez duży krzak jak u Twojej mamy, więc chętnie latem wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też się nigdy nie spotkałam, żeby ktoś inny jej używał do pomidorowej, jestem prawie pewna, że to mój własny wynalazek :D

      Usuń
  4. Ale świetny pomysł! Co prawda,żeby dzieciom podać taką wersję zawiążę im oczy. Jakoś tak zawsze górę pokonuję łamiąc stereotypy. Z wiekiem jakoś wcale nie jest łatwiej, bo nie mają strachu przed nowym ale zyskali przyzwyczajenia.
    Co do lubczyku to kupiłam nasiona w OBI i zarósł mi pół warzywniaka a największy opanował przejście. Do doniczki najłatwiej by Ci było wysiać nasionka. Pozdrawiam gorąco. Pomysł wykorzystam!

    OdpowiedzUsuń
  5. zupełnie niezwykła pomidorowa - ja uwielbiam tę zupę w wersji klasycznej i koniecznie z makaronem, najlepiej takim rozmoczonym w zupie przez noc :) nie pomyślałam nigdy o kaszy, ale jest to świetne połączenie gdy tylko o nim myślę. a świeży lubczyk... odkrycie tego lata, gdy w końcu zamieszkałam w domu z ogrodem i posadziłam właśnie krzaczek lubczyku - to bardzo silna i bujna roślina, podobno wieloletnia. sporo ususzyłam, sporo pomroziłam ale i tak zeszło wszystko: nic dziwnego, zastępował natkę pietruszki, koperek i wszelką tego typu zieleninę.
    spróbuję Twojej zupy z dzieciństwa koniecznie!

    OdpowiedzUsuń