środa, 27 marca 2013

Duńska Wielkanoc i coś do smarowania.

Mam nadzieję, że nadążacie z czytaniem tych wszystkich ostatnich postów. Tylko proszę się nie przyzwyczajać, po świętach już tak nie będzie.
A co do świąt, to przyszło mi do głowy, że może warto byłoby napisać słów kilka o duńskich tradycjach świątecznych. Co prawda po duńsku Wielkanocy jeszcze nie spędzałam, ale kilka tradycji obiło mi się o uszy, a z kilkoma dość drastycznie się zderzyłam, kiedy to w końcu je zauważyłam.
W zeszłym roku po raz pierwszy zauważyłam, że Wielkanoc w Danii celebruje się dosyć inaczej niż w Polsce. Wcześniej albo mnie w tym czasie w kraju nie było, albo przebywałam w miejscu, w którym wytworzyły się własne tradycje wielkanocne, nie mające nic wspólnego z tymi krajowymi (czyli w mojej międzynarodowej laickiej uczelni ;)
Jak wiadomo, tradycyjną religią Danii jest luteranizm. Jak również wiadomo (lub nie), Duńczycy nie są narodem zbyt religijnym. I tutaj powołam się na Wikipedię, a w zasadzie to z niej żywcem zacytuję: Według najnowszego sondażu Eurobarometru w 2005 roku, 31% duńskich obywateli odpowiedziało: "że wierzą, w istnienie Boga", 49% odpowiedziało, "że wierzą w istnienie pewnego rodzaju ducha lub siły życiowej", a 19% odpowiedziało, że "nie wierzą, w istnienie jakiegokolwiek rodzaju ducha, siły Bożej lub życiowej". Kolejna ankieta, przeprowadzona w 2009 r. stwierdza, że tylko 25% Duńczyków uważa, że Jezus jest Synem Bożym i tylko 18% uważa, że jest Zbawicielem świata. 
Powiem więcej, według badań przeprowadzonych zdaje się w zeszłym roku, 27% duńskiej populacji w wieku 18 - 29 nie wie, co się świętuje w czasie Wielkanocy. To tak w ramach ciekawostki, a nie jakiegoś wypominania czy osądzania, mnie samej w tych kwestiach zresztą raczej bliżej Duńczykom.
Ale tradycje są ciekawe.
Otóż w Danii również Wielki Czwartek i Wielki Piątek (Skærtorsdag & Langfredag) są dniami wolnymi od pracy. Do roku 1991 istniał zakaz publicznych zgromadzeń i imprez w tych dniach, by nie przeszkadzać modłom i mszom odbywających się w kościołach. Były to dni smutku, a sklepy w tych dniach są również najczęściej nieczynne (jakie było moje zdziwienie w zeszłym roku, gdy właśnie na czwartek zaplanowałam świąteczne zakupy!:).
Niedziela i Poniedziałek Wielkanocny zdaje się przebiegają podobnie, ale głównym posiłkiem dnia jest wczesny obiad, nie śniadanie. A na nim panuje baranina ( bo "baranek boży"), a wraz z nią 'szwedzki stół',  'zimny bufet', czyli po duńsku "Det kolde bord", a na nim wybór wędlin, przystawek rybnych (różnego rodzaju śledzie, łosoś, makrela, kawior) i owoców morza (krewetki, mięso krabie etc), spożywanych na kromkach ciemnego, żytniego chleba, czyli duński lunch sztandarowy - Smørrebrød. Aha, takie kanapki to się spożywa nożem i widelcem :) No i wszystko zakrapiane suto Akvavitem!
Jest jedna fajna tradycja wielkanocna, a mianowicie gækkebrev. Jest to coś pomiędzy walentynką a żartobliwym listem wielkanocnym. Z białego papieru robi się wycinankę, a na niej piszę się króciutki, rymowany wierszyk, którego się nie podpisuje. Zamiast podpisu wstawia się kropki, jedną zamiast każdej litery naszego imienia. List wysyła się zwykle w Walentynki, a adresat ma za zadanie odgadnięcie nadawcy listu. Jeżeli odgadnie, dostanie od niego wielkanocne jajko (zwykle czekoladowe), na święta, jeżeli nie odgadnie, musi być przygotowany na podarowanie jajka tajemniczemu nadawcy. Tak to mniej więcej wygląda:


No to chyba tyle wiem na temat Wielkanocy w Danii. Aa, i jeszcze Wielkanoc to Påske, czytaj "poske".
Mam nadzieję, że nie pokręciłam i za dużo nie powymyślałam :)

Zamiast przepisów wielkanocnych mam dla Was dwie pasty do chleba, jedna może trochę do tych świąt nawiązywać, ale ja ją zrobiłam już jakiś czas temu, kiedy to miałam wielką ochotę na chrzan.



Ćwikłowa pasta do chleba

pół szklanki nasion dyni (bez łupiny)
1 mały burak
kilka plasterków chrzanu 
1-2  łyżki solonego twarogu koziego (lub fety, lub mleka roślinnego)
kilka kropli cytryny

Nasiona dyni wcześniej namoczyć ok. 2 godziny, przepłukać.
Wstępnie zblendować, dodać mniejsze kawałki świeżego buraka
Surowego buraka pokroić w mniejsze kawałki, zblendować razem z nasionami dyni i chrzanem (dodawać do smaku) i cytryną. Dla uzyskania bardziej kremowej konsystencji można dodać trochę serka lub mleka roślinnego, ewentualnie dosolić do smaku. Sprawdza się jako smarowidło na chleb, do jajek, sałatek czy też wędzonego łososia (o ile ktoś lubi).

Druga pasta to wariacja na temat "fasolowego smalcu", znalezionego kiedyś o Wegetarianki aka Sojaturobie :)

Pasta z czerwonej fasoli

1 szklanka ugotowanej czerwonej fasoli
1 duża cebula
1 średnie jabłko
sól, pieprz i majeranek do smaku
olej do smażenia

Cebulę pokroić w piórka, smażyć na małym ogniu do lekkiej karmelizacji, dodać starte jabłko i przyprawy. Dosypać fasolę, wymieszać i chwilę razem podsmażyć. Następnie zblendować, niekoniecznie na aksamitny krem, doprawić w razie potrzeby.



Obie pasty całkiem nieźle smakują na smakoterapiowych jaglanych chlebkach oraz moich ulubionych krakersach bezglutenowych.

6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wpis :)
    A taka pasta z czerwonej fasoli chetnie posmarowalabym kromeczke chleba.

    OdpowiedzUsuń
  2. to się cieszę, bo sie bałam, że za długo i za nudnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja Wielkanocy w duchu duńskiej tradycji też jeszcze nie spędzałam. W tym roku będziemy oboje pracować, więc mało świątecznie będzie... Może za rok :)
    Kanapki jedzone nożem i widelcem na samym początku ciężko mnie przerażały, teraz już daję sobie z nimi radę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. mam wrażenie, że i polska wypadałaby inaczej w takich statystykach wiary, gdyby samo państwo mniej zajmowało się swoją etykietą katolickiego i nie przymuszało do niektórych decyzji. jakkolwiek, lepiej nie będę się na ten temat rozpisywać ;)
    przyznam, że nakręciłam się na taką fasolową pastę i bardzo spodobały mi się jaglane kromeczki... tak zamiast jajka w majonezie i innych babo-mazurków mogłyby występować na niedzielnym śniadanku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mogę się z Tobą nie zgodzić ;) u mnie jajka w majonezie były wczoraj, babko-mazurków nie będzie, a nad niedzielnym śniadaniem właśnie myślę, póki co kręcę pastę marchewkową :)

      Usuń