niedziela, 19 maja 2013

Bobu dajcie.

Nigdy bym się tego nie spodziewała, ale mój rozpadający się rower został skradziony. Jestem pewna, że złodziej tej  kradzieży pożałował, bo ja sama klęłam w niebogłosy pędząc co rano na stację. Faktem jest jednak, że się nigdy nie spóźniłam, więc nie był to najgorszy środek transportu. Na szczęście tym razem warunki przyrodnicze powinny być dużo bardziej przyjemne, ostatnim razem chodziłam tak zimą.





Ten przepis czekał na publikację od marca, i jakoś nie było mu po drodze. Miałam zamiar napisać do niego specjalnego posta, ale to również jakoś nie było po drodze. Tymczasem mam wrażenie, że dobre granaty się już skończyły, ale przypuszczam, że truskawki, a może nawet czereśnie też mogłyby się tutaj pysznie spisać - a te już niedługo. Również niedługo zacznie się sezon na bób, ale Wam zazdroszczę, może uda mi się coś świeżego upolować. Tę sałatkę przyrządziłam z suszonego bobu, niełuskanego. Jest świeża i jednocześnie syta, nadaje się na lekki lunch.


Sałatka z bobem i granatem
wg Nat Kringouds z 'Fertilise yourself'

1 - 1,5 szkl. namoczonego na noc bobu / 2 szkl. świeżego
pestki z jednego granata
solony ser kozi lub owczy, wg uznania
sok z połowy cytryny
3 łyżki oliwy z oliwek/oleju rzepakowego
1 ząbek czosnku, zgnieciony
pęczek świeżej mięty
sól i pieprz do smaku

Ugotowany bób połączyć z pestkami granatu,
większością sera i połową posiekanej mięty. Rozgnieciony czosnek, olej, sok z cytryny, pieprz i sól wymieszać/wstrząsnąć do otrzymania kremowej konsystencji. Sosem polać sałatkę, na wierzch dodać pozostały ser i listki mięty. Do spożycia od razu.





9 komentarzy:

  1. jadłam kiedyś, ciekawy w smaku:)

    OdpowiedzUsuń
  2. tylko raz? ja uwielbiam bób, chociaż w sumie raczej od święta go jadam, i wtedy na zapas ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. suszony bób? w polsce nie widziałam, jadłam co prawda prazony z chile w meksyku.
    puki co czekam na nasz młody i czeseśnieeee ajajaj :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w Danii ciężko o świeży, suszony wypatrzyłam w arabskich sklepikach, ten przyjechał aż z Libanu :)

      Usuń
    2. libański pewnie dużo słońca złapał a i może na słońcu suszony, eh szkoda że u mnie nigdzie arabskiego sklepu nie ma :/
      eh! i łacze się w bólu w zwiazku z rowerem! może kolejny bedzie lepszy :)

      Usuń
    3. na kolejny będzie trzeba niestety trochę poczekać ;)

      Usuń
  4. Nigdy suszonego nie jadłam, widziałam w innych krajach i zdaje się, że następnym razem będę musiała przywieżć. Lada chwila w Polsce sezon na najlepszy młody bób się rozpocznie, będzie kolejny powód do kulinarnych szleństw!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a mnie chyba będzie ciężko znaleźć świeży w Danii, niestety. suszonemu trochę brakuje do zielonego, ale wolę taki niż mrożony :)

      Usuń
  5. Te przysmaki zostawiam na jesień, jakoś mi nie po drodze z granatami, kiedy są te inne , lokalne piękności. Chociaż lokalnymi granatami bym nie pogardziła - jak myślisz, z jeżynami? A wczoraj rower rzuciłam w trawę i poszłam pieszo, z nadzieją, że jak wrócę to go już nie będzie. Był.

    OdpowiedzUsuń