czwartek, 30 lipca 2015

z przedłużającą się ciszą,  postanowiłam napisać post o niczym.
Pierwszy raz, od nie pamiętam kiedy, nie padało. Świeciło słońce, łabędzie wylegiwały się pod mostkiem, zbierałam dwa rodzaje mięty znad strumyka i młode pędy nasienne babki. Wróciwszy do domu popadłam co prawda w rytm codzienny, jednak udało mi się z niego otrzepać i wskoczyć na rower. Wytyczyłam sobie trasę i cele: maliny, porzeczki, agrest i sprawdzić, czy papierówki już są. Maliny się niestety marnują od ciągłego deszczu. Za to mirabelki zaraz dojrzeją. Skoszona koniczyna kwitnie mocnym kolorem,

niedziela, 21 czerwca 2015

V-Kolacja



Wizję miałam szaloną: przenieść salony na zlot zielarski i przygotować wykwintną kolację na dziko, podaną w ogrodzie na starych stołach, lub drewnianej chacie przeniesionej z Podlasia. Wszystkie detale już miałam ułożone w głowie, świeczuszki, polne kwiatki w słojach, oddzielne talerzyki i miseczki na każde podawane danie. Miało być jak z żurnala, ale jednocześnie dla ludzi, dla zielarzy i poszukiwaczy roślin, dla naszej zielonej bandy. Miało być jak u mnie w pracy na co dzień - wszystko pod kontrolą i dopięte na ostatni guzik. Co tu dużo mówić, wszelkie plany i wymysły szybko legły w gruzach i okazały się po prostu niewykonalne :) Ale chyba na dobre nam to wszystko wyszło, bo ciągle uśmiecham się rozanielona wspominając V-Kolację na Zlocie Zielarskim Z Miłości do Roślinności.



Ale może zacznijmy od początku. Na kilka miesięcy przed zlotem wymyśliłam sobie, że na zlocie nakarmię ludzi. Miałam nawet cały plan, który wtedy wydawał się całkiem wykonalny - do Warszawy przylecę tydzień przed zlotem, wezmę ze sobą trochę wcześniej przygotowanych słoików i najniezbędniejsze sprzęty, resztę pożyczę lub dokupię, zajmę kuchnię Marty, zagonię Gosię i Kaję do roboty, a potem jeszcze pożyczę samochód, żeby to wszystko zawieść na zlot. Po porostu genialnie wykonalny plan ;) Na szczęście Agata zaoferowała chęć pomocy i dołączenia do całego przedsięwzięcia. Po prostu spadła z nieba i dzięki niej wszystko się ziściło. Agatka mieszka w lesie nad Łodzią, w drewnianym domku pełnym... słoików! Tak, dom Agaty został zamieniony na wielką spiżarnię i laboratorium fermentacyjne, gdyż to ona stoi za przedsięwzięciem Miejska Kuchnia Roślinna.
Spotkałyśmy się na chwilę w Kopenhadze pod koniec kwietnia, by obgadać nasze wizje odnośnie całego wydarzenia i wtedy postanowiłyśmy, że zrobimy z tego kolację. Reszta przygotowań odbyła się już na odległość, a menu poprawiałyśmy do samego końca. Dzięki temu wpadłyśmy na całkiem udane połączenie czerwonej kapusty z berberysem i sosem pontack z owoców czarnego bzu oraz brownies jaglany z dodatkiem octowej redukcji z marzanki wonnej - mistrzostwo!




Tematem przewodnim kolacji były dzikie rośliny i dzika fermentacja. Poza roślinami przez nas zebranymi, do gotowania użyłyśmy surowców najlepszej jakości, w głównej mierze ekologicznych, lub pozyskanych od zaufanych producentów. I tak miałyśmy młodą kapustę i kalarepkę od pani Ani, masło i twaróg dżersejowy od mojego Taty, świeżo tłoczone (5-dniowe!) oleje od Moniki, która wraz z rodziną tłoczyła je na zlocie, czy mąkę z płaskurki od Paczki Izerskiej. A płaskurkowe krakersy były na zakwasie od Polnej Zdrój. Ja przywiozłam z Danii m.in. kiszony czosnek niedźwiedzi na pastę, musztardę rokitnikową czy bylicę nadmorską na krakersy.







Trudno zliczyć, ile godzin przygotowań i gotowania w to wszystko włożyłyśmy, bo jak policzyć tą całą fermentację i kiszenie, które trwało miesiącami? Przed samym zlotem nie spałam kilka nocy, produkcję krakersów zaczęłam już w Bystrzycy. A potem dwa dni i prawie dwie noce spędziłyśmy z Agatą na pozyskiwaniu chwastów i przygotowaniu większości żywności na kolację. Po przyjechaniu na zlot potrzebny był nam cały sztab dobrych dusz do pomocy - krojenia, smażenia, dymienia, zbierania świeżych ziół, mieszania, nabierania, serwowania, pobierania opłat i wynoszenia śmieci. I tym wszystkim dobrym duszom jeszcze raz - serdeczne dzięki, bez Was nie dałybyśmy rady :) I wszystkim gościom za dobry apetyt i cierpliwość - dziękujemy!
I koniecznie muszę wymienić dwóch bohaterów kolacji, bez których nie byłoby twarożku wędzonego chwastami - Dominika i Maćka, którzy rozpalili ognisko, zmajstrowali konstrukcję i całkiem profesjonalnie podwędzili twarożek na sosik. I nawet nie załapali się na żadne zdjęcie - ale ja pamiętam i pamiętać będę - dziękuję :)

Martuś, dziękuję za relację fotograficzną i za wszystko <3 nbsp="">
Inez, buziaki za video i mecenat :D















































Powyższe zdjęcie nie powinno być raczej publikowane, ale co tam... Po 3 dniach zlotu, już zupełnie opadłe z sił fizycznych, ale za to pełne dobrych energii ;)


wtorek, 9 czerwca 2015

Z miłości do roślinności

 Ubiegły tydzień był magiczny. Spędziłam go ze wspaniałymi ludźmi, we wspaniałych miejscach, od Warszawy po Bystrzycę i Wleń, a potem w Zgierzu i Wycince Wolskiej. Cóż mnie zaniosło do Wycinki? II Zlot Zielarski - z Miłości do Roślinności, który odbył się w Ziołowych Ogrodach Ewy i Jurka.

 W zeszłym roku pisałam Wam o tym pierwszym, w ten weekend świętowaliśmy ponownie, w dużo większym gronie i z jeszcze większą ilością atrakcji. Nazjeżdżało się zielonych szaleńców, były wiedźmy z kociołkami, terapeuci wszelkich maści, zielarze i surviwalowcy, odtwórcy historyczni, leśnicy, rękodzielnicy i artyści, miłośnicy dzikiego jedzenia i dzikości wszelakiej, znawcy roślin jadalnych, koniarze i kowale...Cała masa ludzi różnych profesji i zainteresowań, których połączyła fascynacja roślinami. Szczegółową relację ze zlotu przeczytacie u Inez, naszej niestrudzonej organizatorki, dziewczyny z tysiącem pomysłów, rozsiewającej miłość do roślinności wśród tłumów.
 Razem z Agatką przygotowałyśmy dziką kolację otwierającą cały zlot, ale o tym będzie osobny wpis, gdy dotrą do mnie zdjęcia mojej osobistej fotografki, Marty <3 div="">
 Tymczasem zostawiam Was z kilkoma fotograficznymi impresjami ze zlotu ;)

uroczyste rozpoczęcie

niedziela, 10 maja 2015

Chipsy z fermentowanych liści kapusty

Ostatnio pisałam Wam o kuchennych wzlotach i upadkach. Tak więc dnia następnego od opisywanej sytuacji 'awansowałam' i zostałam już samodzielnie na daniach głównych. Gdzie dwa dni później przygotowałam ulubione przez Duńczyków 'mielone steki', wysuszone na trociny...

Pisałam również, że to w pracy wyżywam się kreatywnie. Zbieram dużo zielska i obmyślam nowe kombinacje smakowe, albo wypełniam słoiki nowymi fermentacjami.
Kiedyś przyuważyłam, że w świecie super restauracji fermentuje się sporo w plastikowych workach, pakowanych próżniowo. Postanowiłam to kiedyś wypróbować, choć osobiście nie wyznaję kiszenia w plastiku. Potem usłyszałam o kiszonych liściach kapusty suszonych na chipsy, i już nie było odwrotu.



wtorek, 5 maja 2015

Historie kuchenne

Dzisiejszy bohater - smażony dorsz z masłem czosnaczkowym, grillowanymi szparagami, radicchio, kwiatami czosnaczka i pędami groszku

Ostatnimi czasu blog zarósł chwastami, i to niekoniecznie tymi na talerzu. Wydawać by się mogło, że zarzuciłam gotowanie i tylko po łąkach chodzę. To po części prawda, bo kiedy tylko mogę, to wybywam w trawy. I zdecydowanie mniej gotuję w domu, to również by się zgadzało. Prawda jest taka, że kulinarnie wyżywam się w pracy, pięć dni w tygodniu, od 7:00 do 14:30. A po przyjściu do domu już nie muszę gotować, zresztą przeważnie jestem tak padnięta, że po prostu nie mam na gotowanie ochoty, nie samą kuchnią człowiek przecież żyje ;) Jako jedyna w naszej kuchni nie posiadam iphona i nie wrzucam codziennych fotek na instagrama. Ostatnio jednak zaczęłam częściej brać aparat do pracy, i od czasu do czasu wrzucam coś na fp.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Ziołowy spacer w Kopenhadze





Zeszły weekend Poszukiwacze Roslin i prawie cała Polska spędziła na oglądaniu ziół. Kopenhaga nie chciała być gorsza i również wybrała się na swój pierwszy ziołowy spacer. Z Kasią i Gosią umawiałyśmy się na wspólne poznawanie chwastów od kiedy się poznałyśmy, czyli od zeszłego lata. Niedzielne spotkanie było dosyć spontaniczne, wszystko miało zależeć od pogody, która o poranku zapowiadała się wyśmienicie. Lecz pogoda zmienną jest, o czym mieliśmy okazję się później przekonać...
Zapakowałam siebie, rower i dwie torby z prowiantem, lekturami i aparatem w pociąg, i wyruszyłam do Kopenhagi. Wszystko szło gładko i nawet miałam sporo czasu w nadmiarze, dlatego przy okazji przesiadki postanowiłam pokrzepić się kawą.  No i to był błąd, niedzielne przedpołudniowe kolejki do najlepszej kawy w mieście są uporczywie długie, co kosztowało mnie przeszło kwadransem spóźnienia (to teraz już wiecie dlaczego się spóźniłam ;) ).

środa, 8 kwietnia 2015

Fiołki

J.J. Grandville z Les Fleurs Animées


Fiołki zrywam zachłannie, na kolanach, upycham po kieszeniach. Rozglądam się na boki, czy ktoś nie idzie. Bo pewnie też będzie chciał, albo jeszcze mnie przegoni za niszczenie przyrody. Albo grabież trawnika, w tym kraju nigdy nic nie wiadomo. Fiołki zrywam zachłannie i upajam się nimi, bo po latach abstynencji tyle mi się należy. Upycham je po kieszeniach, a potem w domu zakręcam w słoikach, by trochę dłużej móc się nimi upajać.

sobota, 21 marca 2015

Oda do brukwi




Nastała wiosna, a ja się jeszcze nie rozprawiłam z zimowymi warzywami. Nie, żebym z dnia na dzień wyłączę je ze swojego jadłospisu, bo do wiosennych warzyw jeszcze daleko. Ciągle lubuję się w burakach, cebuli,  słoneczniku bulwiastym, czasem tylko skubnę sobie jakąś świeżą zieleninkę z trawnika. Brukiew też mi się jeszcze nie przejadła. Miałam zamiar nawet napisać odę do brukwi, ale jakiś wstręt do pisania mnie opanował, także tym razem sobie podaruję.
Bo cóż poetyckiego można napisać o brukwi? Ani ona wybitnie piękna, ani egzotyczna, a z nazwy to nawet lekko gburowata. W dodatku kojarzy się z wodnistą zupą z czasów wojennych, albo z jadłem dla bydła. A takie zaklęcia nie łatwo odczarować.

poniedziałek, 16 marca 2015

Kolacja charytatywna i konkurs nalewkowy

To był szalony tydzień. Nasza kuchnia była odpowiedzialna za przygotowanie kolacji charytatywnej na rzecz pewnej fundacji. Serwowaliśmy menu składające się z czterech dań (dania głównego nie udało mi się sfotografować, trzeba było serwować póki gorące), dla przeszło dwustu osób. Po całym dniu pracy w naszej własnej stołówce pojechaliśmy do miejsca, w którym odbywała się kolacja i tam gotowaliśmy dalej :) W domu byłam po północy, a rano pobudka o piątej i znowu do pracy...
A po pracy kolacja z przyjaciółmi i degustacja moich pierwszych nalewek: aroniowej, malinowo-porzeczkowo-jeżynowej, wiśniowej, pigwówki i orzechówki. Pigwówka wygrała nieoficjalny konkurs, a orzechówka z Krzeszówka została przechrzczona na 'wall-meistera' (no bo wallnut i jegermeister). To były moje pierwsze domowe trunki, zrobione na różnych mieszankach alkoholowych (wódkach, bimbrach i spiritach), wyszły nie tylko bardzo smacznie, ale nawet nikomu bólu głowy nie przyniosły ;)
Na kolacji byłam tylko trochę przytomna (to ze zmęczenia, nie od trunków), ale przyjaciele wszystko zjedli, więc chyba im smakowało. Jednym z gości była żona kolegi, ucząca się na szefa kuchni w gwiazdkowej restauracji Kiin Kiin. Oczywiście trochę się tym faktem zestresowałam, ale byłam tak zmęczona, że tylko trochę ;) Przy okazji dowiedziałam się, jak wygląda praca w tak renomowanej restauracji i utwierdziłam się w przekonaniu, że to nic dla mnie. Materiał na szefa kuchni ze mnie żaden, ale za to będę przednim asystentem odżywiania ;) Przez pierwsze miesiące dziewczyna płakała codziennie przed snem, była wyzywana od idiotów i patałachów. Potem zmężniała i zrozumiała, że nie należy tego brać do siebie, że po prostu chodzi o presję gwiazdek. Stwierdziłam więc, że ja i tak mam szczęście, bo płaczę tylko od czasu do czasu ;)

A potem był weekend, i mogłam leżeć plackiem i nabierać sił.



Kalafior, rzepa, ogórek, ikra, sos z wędzonego twarożku z zielonym olejem, koperek


Duszone i glazurowane buraki czerwone, radicchio, burak pasiasty, fermentowane porzeczki, czerwony szczawik zajęczy, popiół z pora


Ganache z białej czekolady, rokitnik, beza sosnowa, werbena, posypka z karmelizowanej białej czekolady. Tak, beza sosnowa to mój wkład ;)



Pigwówka

poniedziałek, 16 lutego 2015

Kiszona rzepa - na różowo oraz w kimchi

Czarna rzepa czyli czarna rzodkiew ;)

Fioletowa


Obiecałam wrócić z przepisami na rzepę i przez cały tydzień cisza, jak makiem zasiał. Planowałam kilka osobnych wpisów na ten temat, bo planuje mi się najlepiej w weekendy. Tylko potem w tygodniu ciężko te plany wdrożyć... Dlatego będzie jeden wpis, zbiorczy, głównie na temat kiszenia rzepy, może być?

Zacznijmy od rzepy na różowo!
O różowych kalafiorach kiszonych z dodatkiem buraka już Wam kiedyś pisałam, okazuje się, że rzepę można ukisić w podobny sposób. Rzepa na różowo to przysmak kuchni Środkowego Wschodu, jako np. dodatek do shawarmy, znana również w greckich przystawkach typu meze.



Różowa rzepa

kilka mniejszych rzep (lub większe sztuki pokrojone w mniejsze kawałki)
kawałek buraka
1 suszone chilli
 zalewa (1 łyżka soli na 1 litr przegotowanej wody)

Z małych rzep odciąć górne i dolne części, większe pokroić np. w łódki. Do wyparzonego słoja włożyć chilli, kawałek buraka, wypełnić rzepami (najlepiej podociskać tak, żeby nic się nie poluzowało). Zalać roztworem soli. W razie potrzeby obciążyć, by nic nie wystawało nad powierzchnię (np. mniejszym słoikiem wypełnionym wodą). Trzymać w temperaturze pokojowej przez ok. tydzień, następnie można przenieść do chłodniejszego miejsca. Czas kiszenia zależy od wielkości kawałków rzepy, stan ukiszenia najlepiej sprawdzać organoleptycznie.


Rzepę można również ukisić tak samo jak kapustę, wtedy należy ją zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Tego sposobu jeszcze nie wypróbowałam, ale co się odwlecze to nie uciecze.

Postanowiłam za to dodać po rzepie fioletowej i czarnej do swojego ostatniego kimchi. Pisałam kiedyś o swoim pierwszym kimchi z kapustą pak choy i jarmużem, z pastą bananową.
Dzisiejszy przepis jest inspirowany pomysłem z 'Fermented Vegetables' Kirsten K. i Christopher Shockey.


Kimchi z rzepą

1 duża kapusta pekińska
1 biała rzepa
1 czarna rzepa
1 duża marchewka
2 ząbki czosnku
kawałek imbiru
proszek chilli do smaku
słodka papryka dla koloru

na 2 litry wody pół szklanki soli

Wierzchnie liście kapusty odłamać i opłukać. Kapustę pokroić na ćwiartki, razem z odłożonymi liśćmi włożyć do miski z zalewą solną na kilka godzin (zalecane 8, u mnie krócej), obciążyć talerzem. Następnie kapustę wyciągnąć z wody, odsączyć, zostawić ok. 1 szkl. wody. Startą marchew, rzepy skrojone w słupki, rozdrobniony czosnek i imbir wymieszać z chilli i papryką, Kapustę skrojoną w mniejsze kawałki wymieszać z pozostałymi warzywami, porządnie 'wymasować'. W razie potrzeby dodać odrobinę dosolić (zawartość soli w kapuście zależy od czasu jej nasolenia). Kapustę podociskać w słoiku, na sam wierzch wyłożyć całe liście. Zalać roztworem solnym (kilka centymetrów nad powierzchnię kapusty). Docisnąć mniejszym słoikiem wypełnionym wodą. Zostawić w temperaturze pokojowej na kilka dni (3-5), następnie można włożyć do lodówki. Im dłużej fermentowana kimchi tym lepiej smakuje :)



W kuchni koreańskiej kimchi występuje jako jeden - z wielu - dodatków do dania głównego. Serwowana w niewielkich ilościach jest zwykle piekielnie pikantna, dlatego ja przygotowują ją po swojemu i dozuję chilli według własnych upodobań, dlatego często występuje u mnie w ramach sałatki. Z kimchi można również gotować zupy lub 'bigosy' czy też gulasze. Sposobów na zrobienie kimchi jest nieskończenie wiele, tak samo jak na jej zjedzenie.

sobota, 7 lutego 2015

Czego nie wiedzieliście o rzepie

W oczekiwaniu na następny przepis, kilka faktów o jednej z jego bohaterek ;)



Rzepa (Brassica rapa subsp. rapa) z rodziny kapustowatych, to jedno z najstarszych warzyw uprawianych na świecie, znano ją już w neolicie.
Jadalne są jej korzenie, zazwyczaj białe lub z fioletowym zabarwieniem.
Warzywo powszechnie znane jako czarna rzepa, to tak naprawdę czarna rzodkiew (Raphanus sativus L. var. niger).
Poza korzeniami, również liście rzepy są jadalne, te młode można dodawać do sałatek lub chłodników, te starsze, o charakterystycznym smaku wymagają blanszowania. Liście rzepy to również jeden z tradycyjnych japońskich składników na ryżowy kleik gotowany na Festiwal Siedmiu Wiosennych Ziół, obchodzony 7-ego stycznia. Danie przygotowane z ziół i 'chwastów' ma przynosić zdrowie i długoletnie życie.
Rzepa jest chrupka, lekko pikantna a nawet słodkawa, przypominająca w smaku kalarepę. Większe egzemplarze mogą nabrać goryczy.
Z powodzeniem można ją gotować, piec, a nawet smażyć. Dodać do ziemniaczanego pure, dodać do zupy. Można ją ukisić albo zamarynować w occie. Z powodzeniem też można ją wcinać na surowo.

http://1000roslin.pl/rzepa/

Polecam zimowy ryż z sześcioma warzywami.


Gâteau Marcel

W grudniu zapowiadałam przepis na ten czekoladowy cud, ale w grudniu mi to nie wyszło. Grudzień w ogóle był raczej do niczego. Kończeni...