wtorek, 20 grudnia 2011

Piernik staroduński cz.II




Minęły dwa tygodnie, jutro wyjeżdżamy na święta, więc czas był najwyższy by upiec duńskie ciasto miodowe. Podzieliłam ciasto na dwie równe części, jedną z nich odniosłam do chłodnego pomieszczenia, drugą trochę podgrzałam, bo ciasto bardzo stężało. Dodałam resztę składników, uzupełniając przepis o kandyzowanę skórkę pomarańczy, nie za duży kawałek, po prostu nie mogłam się jej oprzeć. Mieszankę piernikową własnoręcznie zmieliłam, głównie z przypraw bez chemii*, zawarłam w niej po mniej więcej łyżeczce i kawałku:

cynamonu
imbiru suszonego
goździków
pieprzu
czerwonego pieprzu                                                
białego pieprzu
ziela angielskiego
kardamonu
suszonej skórki pomarańczy
anyżu gwiazdkowego
ziaren anyżu
ziaren kopru włoskiego

i chyba o niczym nie zapomniałam... Podawanie proporcji w tej sytuacji nie zdaje się na nic, poza tym, że wiadomo: trochę mniej pieprzu i ziela angielskiego, ewentualnie anyżo-podobnych substancji, trochę więcej cynamonu i goździków, jak kto lubi. A ja lubię namielić przyprawy piernikowej, a po niej porcję kawy, która potem smakuje bardzo aromatycznie, na przykład pomarańczowo, jak dziś rano.
 Teraz całe mieszkanie pachnie piernie, ciasto stygnie i czeka na jutrzejszą podróż. 



* polecam przyprawy bez środków konserwujących Dary Natury i Dr Kaldysz, które jak zauważyłam, są coraz częściej dostępne na sklepowych półkach, pozostałe albo zawierają różne E, albo nie mają wypisanego składu, co dla mnie jest jednoznaczne z dodatkiem magicznych substancji chemicznych. Może się mylę, obym się myliła. I jeszcze zauważyłam, że przyprawy bez dodatków wcale niekoniecznie wychodzą dużo drożej od tych z dodatkami, cenę może i mają wyższą, ale również opakowania są kilka razy większe. To tak z serii porad praktycznych :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz