środa, 7 grudnia 2011

Z mądrości chińskich. Mama i ja.

Ostatnio kupuję sporo książek, chyba nawet trochę zbyt wiele, bo nie mam czasu ich czytać. Zostaną na długie, zimowe wieczory. Ale jedną z tych książek chciałabym się podzielić już teraz, chciałam zresztą wcześniej, ale mi to umykało. Od niedawna zaczęłam czytać na temat dietetyki w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej, czyli tak zwanej Kuchni Pięciu Przemian. Temat jest to obszerny i nie będę się tu teraz rozpisywać bo nie jestem na tyle kompetentna, a dla tych, którzy nie wiedzą na ten temat wiele (tak jak i ja do niedawna), polecam poszperać, a szczególnie tutaj, dla mnie wszystko zaczęło się od Trufli :)
Wracając do tematu. Jeszcze bardziej od niedawna zaczął mnie interesować temat macierzyństwa, szczególnie odpowiedzialnego macierzyństwa. Bo jak mi kiedyś do tego przyjdzie, to chciałabym to zrobić z głową. No i zdaję sobie sprawę z tego, jak wielką rolę odgrywa odżywianie matki w czasie ciąży i jak wielkie może ono mieć wpływ na dziecko. Co więcej, okazuje się, że nie rozchodzi się jedynie o dietę kobiety ciężarnej, ale o cały sposób odżywiania i styl życia rodziców jeszcze przed poczęciem. Dlatego zaczęłam szukać czegoś, gdzie znalazłabym więcej o tych wszystkich zależnościach. No i znalazłam wszystko wytłumaczone w książce Barbabry Temelie i Beatrice Trebuth 'Odżywianie według Pięciu Przemian dla Matki Dziecka'. Dlatego chciałabym polecić książkę wszystkim Mamom i przyszłym Mamom, Tatom zresztą też.

 Korzystając z owej książki chciałabym przytoczyć kilka, według mnie, ciekawych uwag dotyczących żywienia dzieci najmniejszych. I chyba będą one trochę zaskakujące, dla niektórych może nawet szokujące. Ale według mnie dobrze jest od czasu do czasu przeżyć taki szok świato-oglądowy, przekonać się, że niektóre od dzieciństwa wpajane nam (w dobrej zresztą wierze) nawyki, może jednak niezupełnie wyszły nam na zdrowie. Dzięki temu będziemy mogli zrobić więcej dla własnych dzieci. A dzieci są ważne ;)
  Dużo mam się zastanawia, czym najlepiej karmić swoje pociechy, gdy odstawi się je od piersi. Okazuje się, że zaledwie kilka wysokowartościowych energetycznie warzyw i zbóż (marchew,dynia, słodkie ziemniaki, koper włoski, szpinak, kalarepa, buraki czerwone, kalafior, ryż, kasza jaglana), wystarczy, by zapewnić dziecku wszystko, czego potrzebuje do trzeciego roku życia. Dzieci w tym wieku nie potrzebują do prawidłowego rozwoju mięsa ani jajek, które zawierają zbyt dużo białka, które sztucznie przyśpieszają wzrost dzieci. Poza tym można by również zrezygnować z soków owocowych, szczególnie tych zawierających cukier. Dzieci bardzo szybko uzależniają się od cukru i potem nie smakuje im już woda czy też niesłodzona herbata. No i co równie ważne:
"Przemysłowa obróbka zmienia strukturę krystaliczną surowego cukru, sprawiając, że wszystkie substancje towarzyszące są usuwane jako odpady. Ale to właśnie te substancje towarzyszące zawierają wszystkie witaminy i minerały, które czynią surowy cukier tak wartościowym pokarmem. Przy spożyciu białego cukru organizm jest zmuszony czerpać ze swoich własnych rezerw witaminy i sole mineralne, by go strawić. W ten sposób jedzenia białego cukru prowadzi do niedoboru witamin i substancji mineralnych, co przejawia się wczesnym pojawieniem się próchnicy zębów. Uzależnienie od cukru u dzieci objawia się najpierw niepokojem, potem zaś osłabieniem koncentracji i spadkiem wytrzymałości."
 Równie istotne jest to, że dziecko w pierwszym roku życia nie potrzebuje ani soli, ani żadnych przypraw. Sól jest obciążeniem dla nerek i prowadzi do ich obstrukcji.
 Kolejną ważną sprawą, którą chciałabym tutaj poruszyć, jest to, czym nie należy dziecka karmić, by nie osłabić jego odporności. I tutaj chyba znowu przytoczę cały fragment książki. Dla jasności dodam tylko, że Tradycyjna Medycyna Chińska dzieli pokarmy m.in. na ciepłe i zimne, które działają ogrzewająco i wychładzająco na organizm.
 "Jeśli dziecko zjadło lub wypiło za dużo produktów zimnych, łatwo może dojść do przeziębienia, kataru, kaszlu lub biegunki. (...) zimne pokarmy osłabiają śledzionę, a zarazem odporność. Zadaniem śledziony jest oddzielanie 'tego co przejrzyste', czyli wartościowe w pokarmie, od 'tego co mętne', czyli bezwartościowe. To, co przejrzyste, zostaje wprowadzone do obiegu energetycznego w postaci czystego czi (czyli energii, przyp. ja) natomiast to, co mętne, zostaje wydalane jako mocz i fekalia.  Przy osłabieniu śledziony to, co mętne i to, co przejrzyste nie zostaje rozdzielone w wystarczającym stopniu, w związku z tym to, co mętne, gromadzi się w postaci tzw. śluzu. Śluz (...) stanowi przyczynę kataru, chronicznego przeziębienia, zapalenia ucha środkowego itd.
  Produkty mleczne, takie jak mleko, jogurt, ser itd., są główną przyczyną powstawania śluzu, zwłaszcza wtedy, gdy towarzyszą im wychładzające owoce, takie jak banany. Typowy posiłek dla dziecka - jogurt lub twarożek z bananem - jest najgorszym pożywieniem, jakie można mu podać. (...)
Mętne składniki pożywienia, które nie zostają wydalone w przypadku osłabienia śledziony, gromadzą się w przewodzie pokarmowym, wytwarzając śluz.  W połączeniu z ciepłem ciała, prowadzi to do tak zwanego ' wilgotnego gorąca' lub 'wznoszącej się gorącej wilgotności'. Zjawisko to przejawia się u dziecka ropnym zapaleniem ucha środkowego, gorączką, kolkami jelitowymi, wysypkami skórnymi, chronicznym katarem, zapaleniem oskrzeli, kaszlem, lub zaropiałymi oczami. Wszystkie te choroby są dzisiaj 'skutkami ubocznymi' zalecanego przez zachodnich dietetyków sposobu karmienia dzieci.  W Chinach nie ma prawie żadnych produktów mlecznych, a matki dobrze wiedzą, że surowa żywność i owoce wychładzają organizm. Dlatego chińscy pediatrzy znają zapalenie ucha środkowego jedynie z podręczników. "


I teraz trochę w innym temacie, ale równie ciekawie:
 "To samo dotyczy zresztą osteoporozy - odwapnienia kości - która w uprzemysłowionych krajach zachodnich nasila się w zastraszającym tempie, zwłaszcza u kobiet po menopauzie. Dzieje się tak, mimo iż większość kobiet za poradą lekarzy i dietetyków jadło duże ilości produktów mlecznych, podobno po to, by zapobiec tej chorobie. W Chinach, gdzie do niedawna prawie w ogóle nie było produktów mlecznych, przypadki osteoporozy należały do rzadkości. Również niektórzy zachodni badacze odkryli ostatnio, że produkty mleczne, mimo iż zawierają bardzo dużo wapnia niezbędnego do budowy kości, upośledzają proces odkładania się tego pierwiastka w kościach.


  Inne podawane małym dzieciom w dużych ilościach produkty, które mają wychładzający wpływ na śledzionę i wywołują wyżej wymienione dolegliwości, to: cukier, słodycze ( z zawartością cukru), lody, wszystkie napoje schłodzone, soki owocowe i owoce południowe, takie jak kiwi, mandarynki, mango i pomarańcze."


Tak, tak, ja też jadałam pomarańcze na przeziębienie, bo ma dużo witaminy C, wiadomo. No ale okazuje się, że dzika róża zza płota czy też z rowu (byle nie tego przy szosie;) ma jej dużo więcej. A cytrusy rosną w ciepłych krajach nie bez powodu - ochładzają organizm, gdy z nieba leje się żar. Nie mówię, że teraz trzeba się ich wystrzegać za wszelką cenę, ale jak dla mnie, to teraz i tak smakują gorzej, a poza tym dobre jabłko jest dużo lepsze.


PS. I jeszcze sprawdzony środek w przypadku rozpoczynającego się przeziębienia i kataru: 


1/2 łyżeczki korzenia lukrecji 
 plasterek świeżego imbiru 
gotować przez 20 minut w 1/2 litra wody.


No i pić do oporu :)
-------------------------
Fragmenty pochodzą z książki "Odżywianie według Pięciu Przemian dla matki i dziecka" autorstwa Barbary Temelie i Beatrice Trebuth
Wydawnictwo Czerwony Słoń, Gdańsk 2003

2 komentarze:

  1. Proszę nie jeść fruktozy jako słodzika! Prowadzi do zaburzenia pracy trzustki, błyskawicznie podnosi poziom cukru we krwi - co z kolei uruchamia wyrzut insuliny. Dalszy ciąg to syndrom metaboliczny ew. cukrzyca. Może ksylitol, może stewia, ale nie glukoza, nie słodziki syntetyczne i na pewno nie fruktoza.

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki za komentarz, zgadzam się z nim prawie w pełni (fanką ksylitolu też nie jestem). to stary tekst sprzed 4 lat, byłam wtedy młoda i głupia, a fruktozę kupiłam raz w życiu :)

    OdpowiedzUsuń