czwartek, 12 stycznia 2012

Żytni z miodem i prażonym słonecznikiem


 Dzisiaj pierwszy dzień spędzony całkowicie poza łóżkiem, spędzony całkiem aktywnie. Upiekłam pyszny chlebek, knysze z kapustą się robią, a w dodatku wczoraj przyszło moje prawko, więc dzisiaj również debiutowałam jako kierowca, przynajmniej oficjalnie. Odwiozłam D. do pracy, w drodze powrotnej zrobiłam zakupy (parkowałam na parkingu z innymi samochodami;), wróciłam do domu i wcale nie utknęłam na zakręcie z bardzo stromym podjazdem (co zdarzyło mi się wcześniej raz nieoficjalnie)! Jeszcze za godzinkę będę jechać odebrać D, na szczęście o tej porze prawie nie ma samochodów :)



 A wracając do chlebka, to właściwie powinien odstać swoje 24 godziny po pieczeniu, ale wytrzymałam 6 godzin i odkroiłam piętkę... i po prostu niebo w gębie! Przepis znalazłam w swoim zeszycie, nie bardzo pamiętałam skąd się tam wziął, ale po chwili szperania okazało się, że znalazłam go u Tatter. Doprawiłam go po swojemu i wyszedł naprawdę fajnie.

Żytni z miodem i słonecznikiem

Zaczyn:

120g letniej wody
60g aktywnego zakwasu 
160g mąki żytniej razowej

Wodę i zakwas połączyć, dodać mąkę i wymieszać do połączenia składników (mi wyszedł bardzo gęsty, nawet dodałam trochę wody, wszystko zależy od mąki). Zostawić na noc (lub 8godz.) w ciepłym miejscu, pamiętając o szczelnym zakryciu folią. Ja zostawiam na kaloryferze i jeszcze opatulam ręcznikiem.

Ciasto właściwe:

cały zaczyn
250g letniej wody
7g soli 
325g mąki żytniej razowej
2 łyżki płynnego miodu
100g lekko prażonego słonecznika

Najpierw rozmieszać zaczyn z wodą, dodać pozostałe składniki i zagniatać ręcznie lub mieszać drewnianą łyżką kilka minut. Ciasto będzie bardzo lepkie, a mąka żytnia nie posiada wiele glutenu i jest dosyć ciężka, dlatego nie lubi zbyt długiego wyrabiania. Ciasto przełożyć do wysmarowanej foremki, zakryć folią i odstawić w ciepłe miejsce do wyrastania (od 2 do 6 godzin, w zależności od temperatury, ma wyrosnąć do brzegów foremki). U mnie to także kaloryfer, ale można również w piekarniku na minimalnej temperaturze. Gdy ciasto wyrośnie, posmarować wierzch letnią wodą, obsypać słonecznikiem (zwykłym, upraży się w czasie pieczenia) i otrębami np. żytnimi, ale inne też się nadadzą. Piekarnik rozgrzać do 200 stopni i piec ok. 50 min. bez pary. Po tym czasie chleb wyjąc z blaszki, opukać spód i jeżeli wydaje głuchy odgłos - jest gotowy. Jeżeli nie, dopiekać bez blaszki jeszcze jakiś czas. Po wyciągnięciu z piekarnika postawić na kratce do studzenia chleba na 10 min, spryskać wodą, obłożyć płócienną ściereczką i jeszcze przykryć czymś nieprzepuszczającym powietrza. Tak robi Mama, i ja też tak dzisiaj zrobiłam. dzięki temu skórka pozostaje miękka. No i zostawić tak na 24 godziny, po całkowitym ostygnięciu to wierzchnie nakrycie można ściągnąć. Ale ważne w chlebie całkowicie żytnim, żeby wnętrze się ustało, najlepiej bez poruszania, bo np. chleb może się zapaść, i po przekrojeniu będziemy mieli dużą dziurę pomiędzy skórką a miąższem (miałam takie niespodzianki;).

2 komentarze:

  1. jak to się stało, ze ja trafiłam tylko na idyjski blog ...nie wiem !
    Chleb wygląda niesmaowicie, od razu się robię głodna jak takie cudo widze :)
    zrobię go, bo żytnie to moje ulubione :)

    OdpowiedzUsuń
  2. cieszę się, że trafiłaś i tutaj :)

    OdpowiedzUsuń