piątek, 3 lutego 2012

Ziemniaki jak z ogniska.



Choć nie jestem wielką fanką ziemniaków, lubię tylko placki ziemniaczane, ewentualnie ziemniaki pieczone, zaopatrzyłam się ostatnio w gliniany garnek Roemertopfa do pieczenia ziemniaków. Używałam takiego samego do pieczenia nie tylko ziemniaków, gdy gotowałam według zasad terapii Gersona dla LP. Pieczone ziemniaki są zwykle podstawą posiłków tej diety zwalczającej raka. Powinny być wyszorowane i nie obrane, pieczone długo w niskiej temperaturze. Ja je zwykle piekłam w 165 stopniach przez ok. 2 godziny. A w garnkach rzymskich można piec prawie wszystko, ziemniaki i inne warzywa, ryby i mięso, no i oczywiście chleb. Wybór garnków Roemertopfa jest spory, od zeszłego roku można je zakupić od producenta w Polsce, a jak się ma szczęście, można taki wyszperać za kilkanaście złotych na 'giełdzie' w Cieplicach :) Ja swój upolowałam na wyprzedaży w sklepie z akcesoriami kuchennymi, za trzy razy mniejsze pieniądze niż ten ze strony producenta. Swoją drogą, nawet przed przeceną był odrobinę tańszy niż ten w Polsce...
 Co prawda okazało się, że mój piekarnik jest za mały, żeby pomieścić taki garnek wraz z przykrywką :( (to nie wina garnka tylko piekarnika). Już myślałam, że będę musiała poczekać z jego użytkowaniem do przeprowadzki, ale okazało się, że garnek jest ognioodporny, i można go również używać na kuchenkach gazowych i elektrycznych, a nawet na grillu. Na szczęście :) Bo okazało się, że ziemniaki z kuchenki wychodzą tak samo jak z ogniska! Nawet lepiej, bo te z ogniska skórkę mają zwykle spaloną na kamień, a te z garnka tylko trochę, można je wsuwać w całości. A skórka, jak dla mnie, jest najlepsza.
 A kiedy zobaczyłam czarne i różowe ziemniaki w sklepie, to pomyślałam najpierw: 'ło matko bosko', ale zaraz potem: 'ciekawe jak smakują'. Także kupiłam trochę na spróbowanie. Wiadomo, że odmian ziemniaków jest cała masa, ale czarnych to ja się w życiu nie spodziewałam. Co więcej, okazało się, że te czarne są peruwiańskie i wcale nie są czarne tylko fioletowe (peruwiańskie ale duńskie). Te podłużne to albo również peruwiańskie oca, albo pink fir apple, a te całkiem różowe to najprawdopodobniej huckleberry potato. Ale pewności nie mam. Za to wiem, że te  fioletowe mają dużo antyutleniaczy :) Co do smaku, to tylko te fioletowe odbiegają jakoś od tych 'normalnych'. Jak dla mnie mogą być, D, jak zwykle marudził ;)



'Przepis' na ziemniaki jest bardzo prosty. Wyszorowane ziemniaki w skórkach wrzucić do garnka rzymskiego, założyć pokrywkę, podpiekać na kuchence elektrycznej (ja mam taką jakby starodawną, nie żadną płytę), na małym 'ogniu', w zależności od wielkości ziemniaków od 1 do 2 godzin. Ziemniakami należy co 15 wstrząsnąć, by upiekły się z każdej strony a skórki nie przypaliły nadmiernie. My jemy takie z domowym masłem czosnkowym. Prosto i pysznie, i wcale nie trzeba iść na wykopki by odtworzyć smak dzieciństwa.

Ps. W lodówce fermentuje chleb na piwie. Ciekawe, co z niego wyrośnie?!:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz