poniedziałek, 6 lutego 2012

Zupa z topinambura & The Nordic Food Revolution



Właśnie zakupiłam swoją pierwszą książkę kucharską po duńsku. Taki sposób na przechytrzenie samej siebie, do szkolnych książek zapał mam średni, ale do kucharskich zawsze spory. Także słownik będzie w użyciu częstszym, ale to dobrze.
Książka, którą nabyłam to "Ny Nordisk Hverdagsmad", czyli w bardzo wolnym tłumaczeniu " Nowy Nordycki Posiłek Powszedni", zbiorowego autorstwa pod przewodnictwem Clausa Meyera  i Arne Astrup. Tak, tego Meyera od piekarni. A co więcej, współzałożyciela i współwłaściciela restauracji Noma (czyli tej naj naj na świecie wg co niektórych). Koncept Nowej Kuchni Nordyckiej zakłada (proszę wybaczyć 'surowe' tłumaczenie): używanie większej ilości warzyw i owoców w codziennych posiłkach (szczególnie jagodowych, kapuścianych, korzeniowych, strączkowych, ziemniaków i ziół), więcej produktów pełnoziarnistych (w szczególności owsianych, żytnich i jęczmiennych), więcej produktów pochodzenia morskiego i jeziernego, mięso w mniejszych ilościach ale lepszej jakości, więcej żywności z dzikiej natury, wybieranie produktów ekologicznych w miarę możliwości, unikanie sztucznych dodatków w posiłkach, sezonowość i lokalność produktów, domowe przygotowywanie posiłków oraz zmniejszenie ilości wyrzucanej żywności. W Danii, kraju liczącym jedynie 5,5 miliona ludzi, rocznie wyrzuca się żywność o wartości 16 miliardów koron (prawie 9 miliardów złotych). Ilość żywności wyrzucanej na całym świecie wystarczyłaby by wykarmić wszystkich ludzi głodujących, trzy razy... W mojej małej głowie to się po prostu nie może zmieścić. Przy okazji okazało się, że całkiem nieświadomie wdrażam u siebie od jakiegoś czasu zasady nowej kuchni nordyckiej ;)
Gdyby ktoś chciał wysłuchać, co Claus Meyer ma do powiedzenia na temat rewolucji w nordyckiej kuchni, jak to wygląda w Danii i jak by to mogło wyglądać, polecam nagranie z Mad Food Camp (albo wersję pisaną).




A teraz czas na topinambur. Dobrze pamiętam żółte kwiaty rosnące u sąsiadki pod płotem, ale dopiero stosunkowo niedawno dowiedziałam się, że jego korzenie są jadalne. Zapach tych korzeni przypomniał mi obrazki z dzieciństwa, dziwnym trafem głównie taplanie się w błocie ;) Zupa pochodzi z wyżej wymienionej książki.

Zupa z topinambura
(porcja dla 4 osób)


800g korzeni topinambura
4 szalotki
10g masła
4 łyżki octu jabłkowego
1,6 l mleka (u mnie ryżowe)
sól i pieprz

"dressing"

100g orzechów laskowych
pęczek pietruszki
2 jabłka
200 ml skyr
2 łyżeczki miodu

Cebulę i topinambur kroimy w kostkę, podsmażamy na maśle. Dodajemy ocet winny i dusimy pod przykryciem kilka minut. Dodajemy mleko i gotujemy przez 30 minut. Blendujemy i dodajemy sól i pieprz do smaku. Podajemy z 'dressingiem': orzechy podpiekamy przez 10 min w piekarniku nagrzanym do 150 stopni, następnie rozdrabniamy je przy pomocy moździerza. Dodajemy posiekaną pietruszkę, jabłka pokrojone w drobną kostkę, skyr*, miód, sól i pieprz. I gotowe.

Szczerze mówiąc, to sól i pieprz pominęłam zarówno w zupie jak i 'dressingu'. Zupa nabrała intensywnego, słodkawego smaku (ponoć im dłużej gotujemy topinambur tym słodszego smaku nabiera), który jak dla mnie nie potrzebował już żadnego uzupełniania. Nie jestem w stanie stwierdzić, co zachwyciło mnie bardziej: smak zupy czy samego 'dressingu', który od tej pory będzie gościł u mnie częściej jako dodatek lub też danie samo w sobie. Polecam!

*Skyr to taki  niby twarożek z Islandii o rzadkiej konsystencji, ja zamiast niego użyłam maślanki, nie miałam nic innego


16 komentarzy:

  1. Ciekawa książka,ciekawa zupa.
    Ja podobnie zmuszam się do nauki - książka i słownik.Daję sobie w kość!
    Pozdrawiam Cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja sobie nie umiem dać w kość, niestety ;)

      Usuń
  2. zawsze chciałam wiedziec, o czym Duńczycy szprechają xd
    super książka.
    i zupa. z topinambura, brzmi niebywale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. książka rzeczywiście ciekawa, a zdjęcia wręcz niesamowite, powalają swoją prostotą, achh :)

      Usuń
  3. W zeszlym tygodni Malzonek usilowal wykopac troche topinamburow, ale ziemia zamarznieta i sie nie dalo a co dopiero w tym tygodniu:-(
    Ksiazki kucharskie po czesku kupowalam jak jeszcze moj czeski raczkowal. Obecnie terminologie kulinarna opanowalam perfect, no ale potrzeba czyni mistrza.
    Kuchni dunskiej kompletnie nie znam a ksiazka wyglada interesujaco. Daj znac jak bedzie wydana w jakims ludzkim jezyku:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to chyba trzeba poczekać do wiosny ;)
      a co do książki, to póki co chyba jeszcze nie tłumaczą Meyera, chociaż wydał już kilkanaście książek. ale co do duńskiej i skandynawskiej kuchni z całego serca polecam Ci Camillę Plum i jej "The Scandinavian Kitchen", wspominałam o niej trochę na blogu i pewnie jeszcze nie raz się pojawi,kolejna osoba z wizją :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. też tak pomyślałam gdy ją zobaczyłam :)

      Usuń
  5. Wspaniała jest ta zupa, uwielbiam topinambury! Mam prawie 20 kilo w piwnicy i najczęściej robię z nich właśnie zupę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 20 kg??? szczęściara z Ciebie! chyba będę namawiać rodziców, żeby zaczęli uprawiać :D bo ja się muszę bliżej oswoić z tym korzeniem, pierwsze wrażenie zrobił nieziemskie.

      Usuń
  6. a ten topinambur to w ogóle w Polsce jest dostepny ? ja jeszcze nigdzie nie spotkałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiedziałabym, że dostępny bywa :) u nas bardziej znany pod nazwą słonecznik bulwiasty, pospolita bylina, trzeba by było popytać na targu może. jak byłam mała sąsiadka miała na ogródku, ale wtedy nikt nie wiedział, że korzenie są jadalne ;)

      Usuń
  7. Znalazłem na moim ulubionym targowisku http://allegro.pl/topinambur-sadzeniaki-gratis-i2088696334.html
    Pozdrowienia od Pastucha :)

    OdpowiedzUsuń
  8. na tym targowisku wszystko znajdziesz:) nic tylko sadzić! sama nie wiedziałam, że ta bulwa ma tyle cudownych właściwości.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja właśnie ostatnio zobaczyłam topinambur w sklepie. Właściwie to nie wiedziałam, co to jest, C. nie potrafił mi tego na angielski przetłumaczyć, i dopiero google translate mnie oświecił :P Teraz szukam przepisu, bo jeszcze nigdy nie jadłam, a straszliwie ciekawa jestem :)
    Też sobie kupuję książki kucharskie po duńsku. Teraz już nawet słownik mi nie potrzebny ;) Szkoda, że innej terminologii nie mam tak opanowanej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od przepsiow sie zaczyna, ja teraz o odzywianiu sie po dunsku ucze ;)

      Usuń