wtorek, 5 czerwca 2012

Fulvar, Ola Watana Ana Batatya Chi Bhaji...

... czyli kalafior z groszkiem i ziemniakami po indyjsku. A dokładniej po maharasztrańsku, bo z tego stanu owa potrawa pochodzi. A właściwie ten przepis, bo podobne dania gotuje się również w innych częściach Indii (pendżabskie Aloo Gobi). W Maharasztrze nigdy nie byłam, a Bombaj zarówno mnie nęci jak i odstrasza. W mojej głowie urósł do wielkości jakiegoś sztucznego nowoczesnego stwora, więc na pewno nie byłoby  to miejsce dla mnie. Choć po lekturze "Shantaram" oczywiście zapragnęłam się tam znaleźć, choćby na chwilę, żeby zobaczyć na własne oczy. To naprawdę magiczna książka, nawet mój Dziadek ją przeczytał i spodobała mu się bardzo. Bo to magia rzeczy małych, codzienności jest tym, co urzeka w Indiach najbardziej, nie pałace maharadży czy latające dywany.
Przepis pochodzi z książki Madhur Jaffrey "A taste of India", o której już kiedyś wspominałam. Jest bardzo prosty, nawet się złożyło, że miałam wszystkie składniki w kuchni, łącznie z kokosem, którego miałam po raz pierwszy. No właściwie prawie wszystkie, poza przyprawą zwaną asafetydą, co po polsku nazywa się zapaliczką śmierdzącą, czarcim łajnem lub smrodzieńcem. No i jakoś wcale nie żałuję, że jej nie miałam ;) Asfetyda ma ponoć cebulowy zapach, zapewne stąd to polskie nazewnictwo. Dodaje się jej do potraw ciężkostrawnych (warzyw strączkowych), zapobiega wzdęciom. Postanowiłam zastąpić ją kuminem (kminem rzymskim), który pobudza soki trawienne, a który jest bardziej typową przyprawą dodawaną do Aloo Gobi. Pamiętam, że w naszym domu w Dżajpurze dodawano za dużo kuminu do tego dania, dlatego użyłam go bardzo skromnie. Ale jeżeli ktoś lubi, to jak najbardziej proszę odważnie sypnąć.   Proporcje zarówno warzyw jak i przypraw podaję za oryginalnym przepisem, choć sama sypałam wszystko na oko, w dużo pomniejszonych ilościach, bo ja tylko trochę pikantnie lubię. I było w sam raz, było czuć warzywa, nie tylko przyprawy :)



Fulvar, Ola Watana Ana Batatya Chi Bhaj

350g kalafiora rozdrobnionego na różyczki
ok. 230 g młodych ziemniaków pokrojonych w kostkę, nieobieranych
60 ml oliwy (dałam dużo mniej)
1/8 łyżeczki sproszkowanej asfetydy (dałam szczyptę kuminu)
1 łyżeczka czarnej gorczycy
8-10 listków curry (suszone lub świeże)
ok. 125g (szklanka) wyłuskanego świeżego groszku
2 świeże zielone papryczki chilli, drobno posiekane (dałam kawałek suszonej)
1/4 łyżeczki kurkumy (a tutaj dałam więcej, całą łyżeczkę)
3/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki cukru (pominęłam)
2 łyżeczki posiekanego świeżego kokosa (utarłam i dodałam więcej)
2 łyżeczki posiekanej świeżej kolendry


Podgrzej olej w głębokiej patelni na średnim ogniu. Dodaj asfetydę (kumin), a następnie gorczycę. Gdy ziarenka gorczycy zaczną podskakiwać, dodaj liście curry, wymieszaj. teraz wsyp ziemniaki, kalafior i groszek, chilli, kurkumę, sól i cukier. Mieszaj przez dwie minuty, a następnie dodaj ok. 50 ml wody. Gdy tylko woda zacznie wrzeć, przykryj patelnie i zmniejsz ogień. Gotuj przez 10-15 min lub do miękkości ziemniaków (powinny być naprawdę drobno pokrojone, jak do zupy, bo inaczej kalafior się szybko rozgotuje). Podaj posypane kokosem i kolendrą. W Indiach takie danie serwuje się np. z ryżem lub chapathi, ale jak dla mnie jest to całkiem niezły samodzielny posiłek. Osobiście nie przepadam za ziemniakami, także minimalizuję ich ilość, za to dodaję więcej kalafiora. Można też odwrotnie, wtedy danie jest bardziej sycące.

A wracając do Bombaju, jeszcze coś kojarzy mi się z tym miastem. Jest to zespół, a raczej duo Shaa'ir & Func, które właśnie stamtąd pochodzi, przynajmniej częściowo (Monica pochodzi z Ameryki, ale wróciła do korzeni). Miałyśmy okazję razem z Akvile być na ich koncercie w Dżajpurze. Nie wiedziałyśmy czego oczekiwać wybierając się na ten koncert, a zobaczyłyśmy coś, co przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.








Nie będę nawet próbować opisać tej muzyki, to trzeba usłyszeć:



Przy okazji natknęłam się na inny muzyczny projekt muzyczny, okazało się, że dwóch panów z teledysku wygląda również znajomo :)


Tak mnie tknęło, żeby sprawdzić wszystkie zdjęcia z tego koncertu, ale to nie byli ci panowie, o których od razu pomyślałam:


za to byli ci dwaj:





Tak, tak. Indie mają wiele twarzy. Co prawda większość swojego czasu w tym kraju spędziłam w slumsach, cieszę się, że miałam również zobaczyć odrobinę tego, co znajduje się po drugiej stronie.

Kuchnia Kriszny Organizator: Aniko

4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy przepis i zapowiada się bardzo smacznie ;) Dziękuję za wzięcie udziału w akcji :)
    PS. Pisałaś też o chapathi - bardzo chciałabym spróbować, bo wyglądają bardzo smakowicie. Pytanie - czy masz może jakiś przepis, z którego można skorzystać i będzie sprawdzony?
    Pozdrawiam ciepło :)
    Beata

    OdpowiedzUsuń
  2. nie ma za co :)
    przepisu nie mam,ja chapati zwykle na oko robiłam. mąka razowa z solą i ciepłą wodą, powinno mieć konsystencję ciasta do pizzy. potem się je smaży bez oleju, a potem jeszcze opala na otwartym ogniu, się nadymały. dawno sama nie robiłam, bo mam kuchenkę elektryczną, ale to nic trudnego. powinny być wywałkowane dosyć cienko i na okrągło (mnie się nigdy nie udało zrobić perfekcyjnego koła;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, dziękuję za przepis :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Och,to świetna książka. Oglądałam ją raz u znajomych i do dzisiaj jej pożądam.

    OdpowiedzUsuń