niedziela, 14 kwietnia 2013

Lody po persku - rosetachio ice cream.





Już dawno żadna powieść tak mnie nie wciągnęła.
Szczerze mówiąc, to ostatnimi laty przeczytałam zaledwie kilka powieści.
Kiedyś było zupełnie inaczej. Od kiedy nauczyłam się czytać, nigdy czytać nie przestawałam.
W autobusie do i ze szkoły, czekając na autobus, zamiast odrabiania lekcji, pod ławką w klasie, na łące pasąc kozy, zamiast uczenia się do matury. Im mądrzejsze i trudniejsze tym lepiej, nie jakieś tam harypotery i alchemiki. W sumie to bardzo wyraźnie widziałam siebie spędzającą resztę życia w książkach, takim czy innym sposobem (epizod krakowski;). Potem wielkie plany wzięły w łeb, przyszedł czas na samodzielność i emigrację i przy okazji wytykanie nosa spoza książkowych stronic. Przyszedł czas spontanicznych decyzji, zapachniało przygodą, której trudno było się oprzeć, a w którą mało kto wierzył. Doświadczanie świata na własnej skórze, jego niedoli i małych szczęść wykrawa rany na sercu, które już zawsze się ze sobą niesie. Wtedy właśnie ogarnęła mnie złość i rozczarowanie na ... literaturę piękną. Bo tyle czasu zmarnowałam połykając kolejne pozycje o niczym, a przynajmniej o niczym naprawdę ważnym. Bo z żadnej z nich nie dowiedziałam się o tym, co naprawdę się dzieje na drugiej półkuli. Wszystkie z nich, a na pewno większość, traktowały o tym samym: egzystencjalnych problemach człowieka zachodu. Które są niczym w obliczu problemów ogromnej części ludzkości. Także literatury pięknej nie tknęłam przez naprawdę długi czas, nie wspominając o poezji, do której miałam osobisty uraz ;) Przerzuciłam się na literaturę faktu, bo ona mówi o prawdziwych ludziach i prawdziwym świecie. No i tak było przez kilka lat, jednak z czasem ta pierwotna złość zelżała lekko, i od czasu do czasu sięgałam po coś lżejszego. Za to ostatnimi czasy przerzuciłam się całkowicie na literaturę kucharską, a właściwie książki kucharskie, i też jest mi z tym całkiem dobrze. Od czasu do czasu wpadnie mi w ręce coś z fikcji, ale jednak z tematem około kulinarnym w podtytule.






I tak właśnie było z "Zupą z granatów" i "Wodą różaną i chlebie na sodzie" Marshy Mehran. "Zupą z granatów" zainteresowałam się dzięki wpisowi Zu o kuchni perskiej (polecam tę zupę!). Znalazłam jej elektroniczną wersję w otchłaniach Internetu, i jak już się za nią zabrałam (trochę to zajęło bo czytania z komputera nie lubię), to czytałam z wypiekami na twarzy, połknęłam ją w trzech posiedzeniach w czasie ferii wielkanocnych. Książka naprawdę wciąga, jest napisana pięknym językiem, autorka kreuje niesamowitą atmosferę. Wątki kulinarne są nie tylko informatywne, ale też wspaniale opisane, czuje się ten zapach i smak na języku :) A za co jeszcze bardziej cenię tę książkę to, że porusza tematy, o których się nie mówi, o których się nic nie wie, i których się nie rozumie. Jest to opowieść o trzech siostrach, które w latach osiemdziesiątych uciekły z Iranu do Londynu, a później przeniosły się na irlandzką prowincję. Polecam serdecznie. Drugiej części w Internecie nie znalazłam, więc zamówiłam używaną z Amazona za kilka pensów, za przesyłkę zapłaciłam ok. 20 zł - według mnie całkiem niezły interes :) Jedynie czego nie polecam to zmiana języka w trakcie czytania, jednak lepiej trzymać się jednego, ale ja byłam niecierpliwa i chciałam już i teraz skończyć tę opowieść :)


A na zachętę przepis na podanie lodów po persku.
Goście byli w drodze a ja nie miałam czasu na pieczenie, kupiłam więc lody i wodę różaną.
Przy okazji postanowiłam zużytkować część płatków różanych, które zbierałam w zeszłym roku. Wyciągnęłam też ubiegłoroczny syrop różany, który może stanowić alternatywę do wody różanej, która nie każdemu może smakować, jest bardzo perfumowana.



Lody różano-pistacjowe 
(rosetachio ice cream) 

dobre lody waniliowe 
3 łyżki wody różanej (lub syropu różanego
posiekane pistacje 
suszone płatki róży (opcjonalnie, ale polecam) 

Lody przełóż do miseczek, polej wodą różaną (uważaj, by nie przesadzić), posyp pistacjami i płatkami róży.
Zjedz na boso siedząc wśród koniczyny (zalecenie autorki).



PS. Łyżeczki na zdjęciach są w moim wieku, podarowane przez Babcię, tę wrocławską, na narodziny. Do pudełeczka załączone jest też moja szpitalna bransoletka :)

12 komentarzy:

  1. moje ulubione perskie lody zawierają jeszcze szafran, oprócz składników, które wymieniłaś. Są nieziemskie wtedy!

    OdpowiedzUsuń
  2. To coś dla mnie.Uwielbiam lody pistacjowe, likier różany, konfiturę z płatków róży, zapach olejku różanego. Konfitura z płatków róży kojarzy mi się z okresem dzieciństwa, moja babcia ja robiła.Wiesz Olu, nie powiedziałabym, że te przeczytane powieści i wiersze niewiele Ci dały. Choć tego nie odczuwasz to jednak z całą pewnością poszerzyły Twe horyzonty, nauczyły Cię ładnego posługiwania się językiem. Żadna literatura ( reportaż też nie) nie przebije własnego doświadczenia w jakiejś dziedzinie. To tak jak w kulinariach - możesz na ten temat b.b. wiele czytać, ale dopóki tego sama nie zrobisz, tak naprawdę nie do końca będziesz wiedziała o czym czytasz.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ale ja właśnie mówię o własnym doświadczeniu, ja przecież cała jestem o doświadczaniu. a tym, którzy nie mieli okazji doświadczać - polecam literaturę faktu, bo to ona poszerza horyzonty, ona daje szansę zrozumienia tego, co się wokół nas dzieje i dzięki temu może kogoś ruszy do działania. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Lody w takiej oprawie... muszą być pyszne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie kolega, który lodów nie lubi, tymi się zachwycał, bo jak powiedział: chodzi o detale :)

      Usuń
  5. Oh la la! Proste lecz egzotyczne. Ja lubię smak płatków róży, na przykład różaną latte. A do książki mnie zachęciłaś, poszperam... dziękuję. Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w prostocie siła :) książka naprawdę warta uwagi, a różaną latte mnie zaciekawiłaś, muszę spróbować :)

      Usuń
  6. 1 łyżeczka mielonej gałki muszkatołowej
    1 łyżeczka mielonego kardamonu
    1 łyżeczka mielonych gwoździków
    1 szklanka ciepłej wody
    składniki wymieszać starannie do uzyskania jednolitego proszku. zażyć 1 łyżkę stołową, szybko połknąć i popić ciepłą wodą. w razie potrzeby zażywać co 4 godziny.

    oby Ci się nie przydało, ale jeśli to... ciekawa jestem działania! o gałce czytałam kiedyś, że w dużej ilości ma działanie odurzające ;)

    a Twój niedzielny post jakby był dla mnie - dał mi odetchnąć po pełnym wrażeń poniedziałku. chcę napisać, że ja też i że ja też. że też się pogniewałam na literaturę piękną [na kilka lat!], po wielu latach życia z nią w związku. stało się to wtedy, kiedy przez filozofię zrozumiałam, że za każdą książką stoi autor. potem dobrze mi było znajdować własne pytania i brak na nie odpowiedzi. 'problemy zachodniego człowieka' napisałaś o tym :) a teraz? teraz bywają chwile takie jak 'zupa z granatów'. i czy ja widziałam gdzieś tu wrocław? już mi się mieni w oczach.
    łyżeczki są wspaniałe, dziękuję! a koniczynie daję jeszcze tydzień.
    zaryzykuję: jaroslav rudis 'grandhotel'

    OdpowiedzUsuń
  7. kłaniam się uniżenie za przepis, oby się nie przydał! a jeśli już, to jestem ciekawa tych skutków ubocznych ;) łyżeczki są na pewno wrocławskie, bo we Wrocławiu się właśnie urodziłam, rodowita Wrocławianka ze mnie... no dobrze: na urodzeniu, Babci i kilkoru (jest takie słowo? bo trochę śmiesznie mi brzmi, emigracja nie popłaca)przyjaciołacch moje związanie z Wro się wiąże ;)

    cieszę się, że nie jestem sama z tymi odkryciami! ale jeśli mam być zupełnie szczera, to z filozofią zawsze byłam na bakier, mój umysł jest wyjątkowo mało analityczny ;)
    jedynie filozofię edukacji jestem w stanie zaakceptować...

    OdpowiedzUsuń
  8. Olu, chcę tę książkę i te lody jak najszybciej, może pokombinuję z tartymi płatkami bo wody różanej brak na stanie. Cudowne!! Pistacje podbijają efekt. Moje kubki smakowe szaleją!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze kombinujesz, ale z wodą różaną też kiedyś spróbuj, bo ona daje zupoełnie inny efekt :) a książkę to z całego serca Ci polecam!

      Usuń