poniedziałek, 23 września 2013

Duńskie flødeboller


źródło zdjęcia

 Pewnie już gdzieś wcześniej pisałam, że sklepowych słodyczy raczej nie kupuję. Raczej, bo raz na miesiąc lub dwa zdarza mi się kupić opakowanie flødeboller. Są to strasznie niezdrowe duńskie słodycze, do których została mi słabość z czasów prowadzenia letniej kawiarnio-lodziarni dwa lata temu. Flødeboller to taki dziwny stwór, który trudno by mi było zaliczyć do jakiejkolwiek kategorii, bo ani to ciasteczka, ani babeczki, ani nic. Najbliżej by im pewnie było do ciepłych lodów. W Danii są traktowane jako smakołyk do kawy, albo zostają zmiażdżone w wafelku z lodami na gałkę. W sklepach można dostać wiele różnych rodzajów flødeboller, od tych najzwyklejszych z waflowym spodem z posypką kokosową lub bez, do tych bardziej luksusowych z marcepanowym spodem, polewach z białej czekolady, i posypkach lukrecjowych. Wyraz flødeboller to zbitek dwóch słów - śmietany i bułeczek, choć google na polski tłumaczy je jako śnieżki. Wcześniej popularnymi nazwami były również negerbolle i negerkys, czyli powiedzmy murzyńskie bułeczki i murzyńskie pocałunki, ale te nazwy zostały odstawione (choć Duńczycy starszej daty ciągle ich używają). I choć w różnych krajach można spotkać podobne słodycze pod innymi nazwami, to ponoć pierwsze flødeboller powstały w Danii na początku XIX wieku.

źródło zdjęcia

 Nie wiem, czy ktoś z Was się skusi na zrobienie tych słodyczy w domu, ale jeśli tak, to służę przepisem. Ja sama się do tej pory nie skusiłam, ale robiliśmy je w szkole, jako ciekawostkę. Zrobiłam kilka zdjęć telefonem w trakcie produkcji, dlatego zdecydowałam się opublikować ten wpis. W przepisie, który dostałam jest 1kg czekolady, a to dlatego, że mniejsze ilości czekolady trudniej się temperuje. Przeczytałam jednak, że minimalna ilość czekolady do temperowania to 340g, dlatego tutaj podaję 500g czekolady. Więcej o temperowaniu czekolady możecie przeczytać tutaj. W przeciwieństwie do sklepowych, w tych  flødeboller miód jest mocno wyczuwalny, tamte są słodzone syropem glukozowym.


Ciasteczka na spód

50g kurzego białka
70g cukru
10g proszku do pieczenia
130g orzechów laskowych
130g migdałów
50g masła
60g mąki

mąka ziemniaczana do wałkowania (można pominąć)

Orzechy i migdały rozdrobnić w blenderze do wielkości kaszy jaglanej (nie na miałko). Dodać pozostałe suche składniki i zmiksować do ich połączenia. Dolać białko i zmiksować prawie na gładko. Schłodzić w lodówce przez min. 30 min. Następnie ciasto rozwałkować cienko pomiędzy dwoma arkuszami papieru do pieczenia, można podsypać mąką ziemniaczaną. Wycinać okrągłe krążki, piec w 130-140 stopniach przez ok. 18 minut.


Piana do wypełniania

100 g białek kurzych
220 g delikatnego miodu
3 g soli
10 g cukru

Białka ubijać w stojącym mikserze razem z cukrem i solą. Miód rozpuścić i gotować do temperatury 117 stopni C, a następnie wlać do ciągle się ubijających białek, i ubijać dalej do czasu, aż miska miksera przestanie być ciepła (nagrzeje się przez dodanie gorącego miodu).



Czekolada na polewę

500g gorzkiej czekolady
termometr kuchenny


150 g czekolady posiekać.
350 g czekolady rozpuścić w kąpieli wodnej do temperatury 45 stopni C. Rozpuszczoną czekoladą zalać posiekane kawałki i wymieszać aż wszystko się rozpuści i temperatura masy będzie miała 32 stopnie C.



Metoda:

Na ciasteczka wycisnąć masę białkową przy użyciu rękawa. Ważne jest, by masa pokryła całe ciasteczko, do brzegów. Tak przygotowane "babeczki" odstawić na ok. 15 minut, w tym czasie masa się osiądzie na spodzie i nie będzie z niego odpadać.
Maczać je w czekoladzie o temperaturze 32 stopni, starając się pokryć całą powierzchnię masy białkowej i obrzeża ciasteczkowego spodu. Następnie ciastko położyć na widelcu (albo lepiej dwóch) i delikatnie postukać rączkami widelców o brzeg miski, by nadwyżka czekolady spłynęła i pokryła ewentualne niedobory. Można posypać np. wiórkami kokosowymi lub suszonymi malinami. Odstawić do zastygnięcia w temperaturze pokojowej.


6 komentarzy:

  1. musza być bardzo słodkie ;) cudownie wygladaja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. slodkie sa okrutnie, w nadmiernych ilosciach powoduja mdlosci - wyprobowalam ;)

      Usuń
  2. już widzę jak mierzę temperaturę wszędzie i pilnuję skrupulatnie ażeby była właściwa ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taa, ja miałam inny przepis długo wcześniej i tak się do niego przymierzałam, że nic z tego nie wyszło, i pewnie już nie wyjdzie ;)

      Usuń
  3. Hej Ola, fajnie ze zapodalas temat flødeboller , jest to tak okropnie słodkie że aż zęby zgrzytają, wiesz co ja zrobiłam z tych flødeboller pewien smakołyk do przedszkola synka ostatnio, podeśle ci zdjęcie niebawem, podobało sie dzieciakom ale dobrze ze rodzice nie zlinczowali mnie bo zafundowalam ich pociechom duża dawkę cukru :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jednak staram sie ich unikac, jak rowniez wszelakich sklepowych slodyczy:) dzieci zwykle lubia wszystko co slodkie, ale swoich bym nimi nie karmila.

      Usuń