środa, 27 sierpnia 2014

Terrine z grochu, z jarmużem. Urodzinowo.



Nie tak dawno świętowałam swoje urodziny. Nie wiem, czy dzisiaj jeszcze świętuje się urodziny, ale jakiś czas temu postanowiłam wrócić do tego zwyczaju. Dawno temu, w czasach licealnych, te urodziny w sierpniu były jedynym, prawie jedynym sposobem, by zgromadzić u siebie przyjaciół. Mieszkałam na końcu świata, całe 20 km od cywilizacji, więc o regularne wizyty było trochę ciężko. Ale urodziny w połowie sierpnia były doskonałą okazją by pobyć razem przy ognisku nad stawkiem pod lasem, przy dźwiękach gitary, wypatrując spadających gwiazd. Do tych wspomnień przywiązuję niezwykłą wagę, mimo upływu czasu i kilometrów, to tamtych ludzi uważam za tych mi najbliższych, znających mnie od podszewki.
Tamte czasy już nie wrócą, choćby dlatego, że tamtego domu z dębem już nie ma. Mieszkam w obcym kraju, gdzie mimo wszystko jednak doskwiera mi samotność, przynajmniej od czasu do czasu.
Przyjaźnie, które zawarłam w Danii są równie niesamowite jak te stare, licealne. Spędziliśmy kilka intensywnych lat razem w trakcie studiów, czasem zaledwie kilka miesięcy. To doświadczenie naznaczyło nas na tyle, że mówimy tym samym językiem, i nieważne, że jest on tłumaczony z naszych języków ojczystych. Prawie wszyscy i tak już dawno się porozjeżdżali, ale na tę okazję udało mi się ściągnąć gości nawet z Berlina i Goteborga, a jedna koleżanka przyjechała prosto z Santiago de Compostela (nie że specjalnie, ale tak się złożyło). Od tygodnia uśmiech nie schodzi mi z ust, bo nigdy nie przypuszczałam, że coś takiego ma szansę się udać. Siedzieliśmy do szóstej nad ranem, i wcale nie mieliśmy dosyć.
Oczywiście gotowania było co nie miara, bo zacnych gości należy zacnie przyjąć. Niestety nie obyło się bez drobnych wpadek, jak przypalenie ciasta zapasowego, czy nieposolenie pieczeni - ale tak przecież miało być ;) Zarówno przypalone ciasto, jak i nieposolona pieczeń zostały zjedzone ze smakiem. W posiłek postanowiłam włożyć całą swoją moc i wykorzystać nauki, które od roku pobieram. No i nieskromnie mówiąc, efekt został osiągnięty, stół z przystawkami prezentował się całkiem nieźle. Najbardziej połechtał mnie komentarz gościa, który stwierdził, że on chodzi po tych wszystkich drogich kopenhaskich restauracjach, i na ich tle moja kolacja wypada naprawdę bardzo dobrze :D

Trochę ciężko było sprostać nawykom żywieniowym wszystkich gości, szczególnie, że nie o wszystkich wiedziało się z uprzedzeniem. Trudno połączyć weganizm i wegetarianizm ze skrajnym mięsożerstwem i paleo, ale wszyscy mieli co jeść ;) Nie byłabym sobą, gdybym w menu nie umieściła elementów z dzikich roślin jadalnych. Były nasiona czosnaczku, marynowane pączki dzikiego bzu i kłosy zarodnionośne skrzypu polnego ;) Zdjęcia robiłam z nieswojego aparatu i na wyświetlaczu wyglądały cudownie, jednak w rzeczywistości straciły dużo na uroku ;)



Terrine z łuskanego grochu z jarmużem

500 g łuskanego grochu
1 cebula
olej kokosowy
curry i sól do smaku

1-2 ząbki czosnku
kumin
olej kokosowy

Groch ugotować do miękkości. Cebulę pokroić w drobną kostkę i zeszklić na oleju kokosowym. Dodać curry (1-2 łyżeczki). Dwie garści ugotowanego grochu odłożyć, resztę zblendować z cebulą. Wmieszać odsypany groch, przyprawić i posolić. W razie potrzeby dodać trochę wody, lecz masa nie powinna być zbyt wodnista. Foremkę wyłożyć folią tak, by z każdej strony wystawało po ok. 10 cm. Masę przełożyć do foremki i docisnąć folią. Schłodzić przez kilka godzin, najlepiej całą noc. Użyłam trójkątnej foremki do terrine, nada się również zwykła keksówka.

Jarmuż (dowolną ilość) zblanszować, a następnie podsmażyć z czosnkiem i kuminem. Z dodatkiem wody zblendować na jak najbardziej gładką masę. Nadmiar wody odcedzić, konsystencja powinna pozwolić na formowanie kształtów łyżką. Posolić do smaku.

Z wody odcedzonej z jarmużu można przygotować galaretkę lub żel na bazie agar agar. Zieloną wodę należy lekko podgrzać (nie za bardzo, by nie straciła koloru). Dodać do niej agar agar zagotowany w niewielkiej ilości czystej wody. Niestety nie podam dokładnej ilości agaru, na 100 ml zielonego płynu było go zaledwie kilka szczypt. Jeżeli galaretka wyjdzie zbyt gumiasta, można ją zblendować na żel.

Kawałki terrine podawać z pure, galaretką i chipsami jarmużowymi. Można dodać marynowanego w occie pędu skrzypu ;)











10 komentarzy:

  1. oh... co ja tu robię w środku nocy? Już prawie zasypiałam a teraz mam ślinotok...PYCHA!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam groch od Mamy ale nie łuskany a jarmuż rośnie w ogródku, zrobię wykwintną kolację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każde strączki się nadadzą, soczewica i ciecierzyca też

      Usuń
  3. Z okazji urodzin wszystkiego najsmaczniejszego, inspirującego, odkrywczego i serdecznego, wspaniałych potraw, wielu dań, które zachwycają, jak te dotychczasowe:) Twój blog zawsze jest dla mnie źródłem zachęcajcych myśli, żeby też coś upichcić:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Kalinko :) te urodziny to już w sumie dawno temu były, tylko czekałam na zdjęcia jedzenia z aparatu koleżanki :)

      Usuń
  4. Fajny przepis ale jeszcze fajniejszy tekst. Ja też z melancholią i wzruszeniem wspominam czasy kiedy wszyscy byli tutaj i robiłam urodziny, dożynki,pikniki i Boże Narodzenia w dużym gronie przyjaciół.
    Nie dlatego że łatwo mi nazwać kogoś przyjacielem. O nie! Ale dlatego że w ciągu życia mialam to szczęście że. Przychodzili i nie odchodzili.
    Gdzie teraz te czasy. Ach,dzieci,inne kraje,śmierć. ..ale urodziny nadal robię i nadal się wzruszam że co co przy mnie zostali przychodzą na to moje święto.
    Baaarszo spóźnione życzenia urodzinowe!

    OdpowiedzUsuń