wtorek, 27 stycznia 2015

Kinfolk: Below the surface

Zdjęcie dzięki uprzejmości pom.pom.copenhagen


Hi, I'm Nathan of Kinfolk, welcome and thank you for coming!
W drzwiach przywitał nas edytor już chyba kultowego magazynu. Z uśmiechem wskazał miejsce, gdzie serwowano powitalne drinki i prawie nieśmiało poprosił, by się rozgościć.


Nathan
Mikkel

Frederik


Tak było wczoraj w kopenhaskim Atelier September, na wydarzeniu pt. "Below the surface", celebrującym ostatni numer magazynu.
 Oczywiście nie mogło obyć się bez jedzenia.
Tematem przewodnim wieczoru były warzywa zimowe, zwłaszcza korzeniowe. I tak celebrowaliśmy cebulę, kapustę, buraki, marchew, topinambur i kalarepę.
Menu skomponowali właściciel lokalu Frederik Bille Brahe oraz jeden z bohaterów zimowego numeru,  Mikkel Karstad, znany również jako szef piszącej te słowa.


Na słono:

Crudite z kolorowych buraków, z jabłkowym vinaigrettem, trybulą, chrupiącą gryką i pyłem sosnowym

Grillowana kapusta z maślanką i olejem estragonowym

Crudite z kalarepy z sosem z wędzonego kremowego twarogu, z koperkiem i porowym popiołem

Palone marynowane cebule z oliwą, serem Vesterhavsost i czerwonym szczawikiem

Czerwone buraki ze śliwkami umebushi i herbatą matcha

Marchew z rumiankiem

Na słodko:

Ciasto z topinambura z karmelem








Jedzenie było wyśmienite, atmosfera przednia, towarzystwo doskonałe, to na pewno. Prawdziwy scandinavian dream w wydaniu amerykańskim, a może na odwrót. To z przymrużeniem oka.


Spostrzegawczy Poszukiwacz Roślin zapyta - skąd się wzięła sosna na salonach w czasie trwania szyszkowego miesiąca? 
Całkiem przypadkowo, ale Ola domowa musiała w tym maczać palce ;) 
Pamiętacie jak opowiadałam Wam o cukierkach sosnowych przy okazji ostatnich lodów? 
Otóż pył sosnowy powstał poprzez zmielenie owych. Tylko cicho-sza, bo nikt o tym nie wie. I jeszcze w tajemnicy dodam, że sosik z wędzonego twarożku, który skradł niejedno serce, również ja przygotowałam ;) Wiem, że to mało istotne i w ogóle błahostka niezauważalna w skali całego przedsięwzięcia, ale to ja miałam dziką satysfakcję, co możecie mi wybaczyć lub nie. 







16 komentarzy:

  1. Byłam pewna że maczałaś palce. Pysznie!:)enu mnie zainspirowało:>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bos Ty nie tylko spostrzegawcza, ale i doswiadczona :*

      Usuń
  2. Ale przykre ze tak małe dziecka milenijne w komórkach siedzą. To mnie dobija.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobije Cie pewnie mocniej, jak powiem, ze tutaj 3-4-latki maja juz swoje ajpady...

      Usuń
  3. O! a komentarz z gratulacjami nie dolecial.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie dlatego, ze gratulowac nie ma czego, przynajmniej nie mnie :)

      Usuń
  4. Olu, dziękujemy za super towarzystwo podczas tego intrygującego wieczoru i inspirujące menu, w którym maczałaś palce :)

    OdpowiedzUsuń
  5. sosik to podstawa kazdego porządnego dania :) to jak wisienka na torcie :)
    pamiętam wędzenie na zlocie :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Olutku, ja się będę na Insta chwalić, że Ola częstowała Kinfolka sosną :))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie no, sosny nawet w oficjalnym menu nie było, bo to był spontaniczny dodatek i tylko wtajemniczeni o tym wiedzieli ;)

      Usuń
  7. Zachwyt budzi zachwyt. Dzieki tej akcji sosenkowatej i temu blogowi to zwrocilam uwage na to drzewo i spojrzalam Twoim okiem z miloscią na nie. Dotąd była mi sosna obojętna. Natomiast sentyment do lipy i zadurzenie w dębach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, to najpiękniejszy komentarz, jaki mogłaś tu wstawić :) ja też mam słabość do dębów, bom z wioski dębami zarośniętej i wielki dąb zaglądał mi przez okno do pokoju :)

      Usuń
  8. Hipsterów cała masa

    OdpowiedzUsuń