poniedziałek, 16 marca 2015

Kolacja charytatywna i konkurs nalewkowy

To był szalony tydzień. Nasza kuchnia była odpowiedzialna za przygotowanie kolacji charytatywnej na rzecz pewnej fundacji. Serwowaliśmy menu składające się z czterech dań (dania głównego nie udało mi się sfotografować, trzeba było serwować póki gorące), dla przeszło dwustu osób. Po całym dniu pracy w naszej własnej stołówce pojechaliśmy do miejsca, w którym odbywała się kolacja i tam gotowaliśmy dalej :) W domu byłam po północy, a rano pobudka o piątej i znowu do pracy...
A po pracy kolacja z przyjaciółmi i degustacja moich pierwszych nalewek: aroniowej, malinowo-porzeczkowo-jeżynowej, wiśniowej, pigwówki i orzechówki. Pigwówka wygrała nieoficjalny konkurs, a orzechówka z Krzeszówka została przechrzczona na 'wall-meistera' (no bo wallnut i jegermeister). To były moje pierwsze domowe trunki, zrobione na różnych mieszankach alkoholowych (wódkach, bimbrach i spiritach), wyszły nie tylko bardzo smacznie, ale nawet nikomu bólu głowy nie przyniosły ;)
Na kolacji byłam tylko trochę przytomna (to ze zmęczenia, nie od trunków), ale przyjaciele wszystko zjedli, więc chyba im smakowało. Jednym z gości była żona kolegi, ucząca się na szefa kuchni w gwiazdkowej restauracji Kiin Kiin. Oczywiście trochę się tym faktem zestresowałam, ale byłam tak zmęczona, że tylko trochę ;) Przy okazji dowiedziałam się, jak wygląda praca w tak renomowanej restauracji i utwierdziłam się w przekonaniu, że to nic dla mnie. Materiał na szefa kuchni ze mnie żaden, ale za to będę przednim asystentem odżywiania ;) Przez pierwsze miesiące dziewczyna płakała codziennie przed snem, była wyzywana od idiotów i patałachów. Potem zmężniała i zrozumiała, że nie należy tego brać do siebie, że po prostu chodzi o presję gwiazdek. Stwierdziłam więc, że ja i tak mam szczęście, bo płaczę tylko od czasu do czasu ;)

A potem był weekend, i mogłam leżeć plackiem i nabierać sił.



Kalafior, rzepa, ogórek, ikra, sos z wędzonego twarożku z zielonym olejem, koperek


Duszone i glazurowane buraki czerwone, radicchio, burak pasiasty, fermentowane porzeczki, czerwony szczawik zajęczy, popiół z pora


Ganache z białej czekolady, rokitnik, beza sosnowa, werbena, posypka z karmelizowanej białej czekolady. Tak, beza sosnowa to mój wkład ;)



Pigwówka

3 komentarze:

  1. Tym nie tym płaczem nie strasz! Jak byłam na praktykach (tydzień co prawda tylko, ale zawsze coś), to wracałam do domu z uśmiechem od ucha do ucha, bo choć się narobiłam i wszystko mnie bolało, to było naprawdę fantastycznie. Może po prostu piekarze są jacyś milsi czy coś... ;)
    Pięknie podanie dania, a sosnowa beza z pewnością zrobiła furorę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne dania!
    Jak Panowie patrzą w smartfony! :D Ehh te nasze czasy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widze że blog ciekawy ale chyba na nim nie zarabiasz. A możesz zarobić całkiem nieźle promując produkty związane ze zdrowiem , szkoda żeby ruch na twojej stronie się marnował, jak możesz dorobić sobie niezłą pensję, wpisz sobie w google - spieniężanie stron o zdrowiu i urodzie

    OdpowiedzUsuń