Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia regionalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia regionalna. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 listopada 2014

Śląska zupa z głogu czyli zupa z dzikiej róży



W zeszłym roku Franek nauczył mnie robić szwedzką zupę z róży, którą bardzo polubiłam. W tym roku znalazłam przepis na polską zupę z dzikiej róży w książce Hanny Szymanderskiej 'Kuchnia polska. Potrawy regionalne'. Przepis pochodzi z działu o kuchni śląskiej, a na Śląsku na dziką różę potocznie mówi się/mówiło się głóg. Masz babo placek.
Przepis cytuję za Hanną Szymanderską:


Śląska zupa z róży

400 g świeżych lub 200 g suszonych owoców róży
szklanka wytrawnego czerwonego wina
sok i otarta skórka z cytryny
szczypta soli
1-2 łyżki cukru
6 szklanek wody
2 łyżki mąki
4-5 kromek bułki

Owoce róży myjemy (suszone moczymy przez 48 godzin i gotujemy w tej samej wodzie), usuwamy szypułki. Zagotowujemy wodę, wsypujemy owoce i otartą skórkę z cytryny, gotujemy 40-60 minut. Miękkie przecieramy przez sito, zagotowujemy. Dwie łyżki mąki pszennej rozkłócamy w 1/2 szklanki wody, wlewamy do zupy i mieszając, zagotowujemy. Doprawiamy do smaku  solą, cukrem i sokiem z cytryny, wlewamy wino, mieszamy, podgrzewamy. 
Bułkę kroimy w drobną kostkę. Na patelni topimy masło, wrzucamy bułkę, zrumieniamy. Zupę podajemy z grzankami.

Nie trzymałam się do końca receptury, owoce rozgotowałam i zblendowałam, następnie przetarłam przecierakiem do warzyw. Jeżeli obawiamy się piekących różanych włosków, dla pewności możemy zupę jeszcze przecedzić przez gęste sito. Dodałam mniej wody, dzięki temu nie musiałam zupy zagęszczać mąką. Zmniejszyłam też ilość wina, ale i tak musiałam zwiększyć ilość substancji słodzącej (użyłam ksylitolu), zupa jest dosyć wytrawna. Grzanki zrobiłam z razowego chleba na zakwasie.
Osobiście wolę szwedzką wersję zupy, ta śląska jest trochę zbyt cierpka na mój gust :)



sobota, 3 marca 2012

Pierogi wołyńskie.




Wzięła mnie ostatnio ochota na pierogi. Specjalnie na taką ochotę trzymałam w zamrażarce kostkę twarogu.
Gdy szukałam jakiś czas temu przepisów z Wołynia, natknęłam się na tzw. pierogi wołyńskie, z serem i słodką kapustą. Nawet zadzwoniłam do Babci zapytać, czy kiedyś o nich słyszała, jako że się na Wołyniu urodziła. No ale nigdy nie słyszała. Za to teraz na pewno sama je zrobi :)
Nawet D. chce lepić pierogi! Pierwszy raz lepił w Bystrzycy, i tylko trochę się rozklejały... Tym razem wcale nie było dużo lepiej! Zabawne, że taki duży chłop z taką delikatnością podchodzi do lepienia pierogów.


Tym razem postanowiłam, że spróbuję je ulepićna kształt tybetańskich momo. Próbowałam i próbowałam i dużo z tego nie wyszło. Ale się nie poddam :)
A proporcje na pierogi podaję za przepisem, który znalazłam, choć ja sama robiłam bardziej na oko. No ale że ciasta musiałam trochę dorobić, to podaję wyliczone proporcje, żeby nie było ;)

Pierogi wołyńskie
(na wiele porcji, ja robiłam mniej więcej z połowy)

Farsz:
mała główka białej kapusty (ok. 1,2 kg)
300 g tłustego białego sera
4 cebule
łyżka masła lub oliwy
sól, pieprz

Ciasto:
500 g mąki pszennej
1 jajko
1 szklanka ciepłej wody
sól

Najpierw przygotowałam farsz. Kapustę poszatkowałam drobno, zalałam wodą i ugotowałam do miękkości. Cebulę posiekałam i usmażyłam na oliwie do lekkiego zbrązowienia, a następnie dodałam do niej odcedzoną i jeszcze drobniej posiekaną kapustę. Smażyłam kilka minut, z solą i pieprzem. Następnie wymieszałam z twarogiem, i dodałam jeszcze więcej soli i pieprzu. Farsz należy porządnie doprawić, bo w czasie gotowania straci trochę smaku. Ciasto na pierogi każdy ma swoje, ja robię tak samo jak w domu, bez jajka za to z odrobiną oleju i gorącą wodą, na oko. Chodzi o to, by ciasto było miękkie i elastyczne. Można je zostawić pod przykryciem na 15-20 minut, żeby doszło. Potem wykrawanie, lepienie i gotowanie. Pierogi wrzucam na osoloną wrzącą wodę z łyżką oleju, po wypłynięciu czekam kilka minut i wyławiam jednego, jeżeli jest miękki - wyławiam resztę. Podaję z zarumienioną cebulką, a następnego dnia odsmażane z keczupem. Jak dla mnie lepsze od ruskich!



sobota, 21 stycznia 2012

Knysze z kapustą z Podlasia i trochę genealogii.

- Skąd jesteś?
- Ja? Z Polski.
- No ale skąd dokładnie?
- Hmm, to właśnie trudno powiedzieć.
Tak po trochu stąd i zewsząd. Niby wychowałam się w lubuskim, aczkolwiek na jego granicy z dolnośląskim. Ale rodzice trafili tam zupełnie przez przypadek (wcześniej mieszkali chwilę w Kotlinie Kłodzkiej, gdzie ja byłam poczęta i spędziłam swój pierwszy rok życia), a ja nigdy nie czułam się zbyt związana z tymi terenami. Dziadkowie, szkoła i przyjaciele w Głogowie, już bardziej swojsko, ale przecież też nie swoje. No i Wrocław, tam się urodziłam, tam Mama dorastała, tam Babcia mieszka. Darzę to miasto dużym sentymentem, ale tak naprawdę jest ono dla mnie ciągle obce. Ale zdecydowanie najbardziej Dolny Śląsk. No i to dopiero początek tej mieszaniny. Mama urodziła się w Ełku (Mazury!), jej Mama jest z Włodawy (Polesie Podlaskie), a Tata był z Nowego Sącza. We Włodawie byłyśmy z Siostrą raz na wakacje, a w Sączu mieszkałyśmy przez pół roku. Ale to wszystko było dawno temu, gdy zupełnie nie zaprzątałam sobie głowy takimi sprawami. Druga Babcia urodziła się w styczniu 1939w Wólce Lubitowskiej na Wołyniu (dzisiejsza Ukraina), a w sierpniu razem z rodzicami musieli uciekać za Bug. Osiedlili się w Białczyku, w powiecie gorzowskim. Dziadek urodził się na Kujawach, pod Inowrocławiem. Jego Tato był żołnierzem i został postrzelony w bitwie pod Verdun. I jakimś cudem trafił do Białczyka, gdzie poznał Babcię. To tyle tej genealogii.
Ale jakże bym chciała odwiedzić te wszystkie miejsca, odnaleźć domy, w których moi Dziadkowie się wychowali, pooddychać tamtym powietrzem. No i to uporczywe pytanie przychodzi o tradycję, bo naprawdę bym chciała jakąś mieć i z którąś się identyfikować. Ale niestety to trochę wygląda tak, że przesiedleńcy na Ziemiach Odzyskanych nie przejęli istniejących tam tradycji (wiadomo, bo szwabskie), ale też nie przynieśli ze sobą własnych. I smutne to takie, bo poniemieckie pozostałości zostały w dużym stopniu zniszczone (poniemieckie cmentarzyska-śmietniska, z których pomniki często robiły za  materiały budowlane dla nowych mieszkańców). Wypytywałam dzisiaj Babcię o wołyńskie tradycje kulinarne, ale nie potrafiła mi nic powiedzieć, pamiętała tylko, że Prababcia robiła dobre pyzy. Ona sama niby gotuje tradycyjnie, ale tak typowo, tradycyjnie tłusto.
Także kiedyś sama wyruszę na poszukiwanie nieznanych tradycji, które przyjmę jako swoje, a tak. Póki co przeglądam albumy z serii Ocalić Od Zapomnienia, doszukując się w nich czegoś swojskiego, jak również czerpiąc inspirację. Mam albumy o sztuce ludowej, hafcie, strojach ludowych i oczywiście o kuchni. Ostatnio w książce "Tradycje polskiego stołu" autorstwa Barbary Ogrodowskiej znalazłam przepis na knysze z kapustą. Chodziło za mną coś takiego kapuścianego już jakiś czas. I bardzo podoba mi się, że przepisy podane w książce podane są 'po staropolsku', bez unowocześniania, co pozostawia szerokie pole do interpretacji :)




Knysze z kapustą z Podlasia
                                                                          (ok. 16 sztuk)

"Kapustę kwaszoną (na farsz) odcisnąć, posiekać, ugotować w małej ilości wody, odparować. Dodać drobno posiekaną, przesmażoną na oleju cebulę, sól i pieprz do smaku, dusić razem ok. 10-15 minut. Ugotowane na twardo jajko posiekać, dodać farsz.
Ok. 1/2 kg mąki pszennej przesiać na stolnicę. Drożdże, 5 dag, rozetrzeć z łyżeczką cukru zalać szklanką ciepłego mleka. Gdy podrosną wlać do mąki, dodać szczyptę soli, jedno surowe jajko i wyrabiać ciasto, aż stanie się lśniące i pojawią się na nim pęcherzyki powietrza. Wtedy dodać letnie, stopione masło - 1 łyżkę stołową (lub łyżkę oleju), wszystkie składniki raz jeszcze  krótko wyrobić, uformować kulę z ciasta, nakryć serwetą, pozostawić w ciepłym miejscu do podrośnięcia. Zrobić wałek z ciasta, podzielić na porcje, formować ręcznie małe, dość grube okrągłe placuszki, z wgłębieniem w środku, brzegi podnieść, robiąc rant i nakładać farsz. Piec knysze na rumiano na posmarowanej tłuszczem blasze (ok. 30 min). Gdy są gotowe posmarować topionym masłem i jeszcze na chwilę włożyć do piekarnika lub gotowe, gorące knysze, wyjęte na półmisek, polać roztopionym masłem."


A teraz moja interpretacja i modyfikacja:
1. Użyłam kapusty z woreczka o wadze 1 kg
2. Kapustę wypłukałam w wodzie dwa razy, żeby nie była zbyt kwaśna
3. Do gotującej się kapusty dodałam podsmażoną cebulę z ok. 100 g pieczarek oraz puszkę pomidorów z puszki, pieprz, sól, łyżeczkę cukru
4. Zrezygnowałam z jajka
5. Kawałki pociętego ciasta próbowałam uformować na placki, ale trochę nieforemnie mi to wyszło, następnym razem po prostu uformuję z nich kulki a potem rozpłaszczę.
6. Czas pieczenia zależy od piekarnika, w moim wszystko trwa dłużej.



Gâteau Marcel

W grudniu zapowiadałam przepis na ten czekoladowy cud, ale w grudniu mi to nie wyszło. Grudzień w ogóle był raczej do niczego. Kończeni...