niedziela, 15 kwietnia 2012

Mrożonkom mówimy NIE! Pieczone warzywa korzeniowe.

Nie wiem co mnie wczoraj podkusiło, ale pierwszy raz od dawien dawna kupiłam mrożonkę. Mieszankę orientalną, bo w planach na wieczór było coś niby tajskiego. I stwierdziłam, że tak dla odmiany w końcu coś sobie ułatwię. Ale już więcej nie popełnię tego błędu, warzywa były po obgotowaniu gumowe, a całe danie miało bardzo niemiły posmak. Sama nigdy nie używałam wielu mrożonek, ale w stołówce na studiach używano ich spore ilości. Tylko wtedy mi to jakoś smakowo nie przeszkadzało, musiałam być przyzwyczajona. Teraz, gdy gotuję ze świeżych, w dużej mierze ekologicznych warzyw, momentalnie czuję różnicę w smaku i jakości. Poza smakowymi, są też inne powody, dla których warto unikać mrożonek, a mianowicie utrata wartości termicznej warzyw, którą następuje podczas zamrażania. Cytuję za B. Temelie i B. Trebuth z książki "Odżywianie według  Pięciu Przemian dla Matki i Dziecka":

"Podczas zamrażania naturalne termiczne działanie produktu z energetycznego punktu widzenia zmienia się na skrajnie zimne. Taka żywność nawet po podgrzaniu zachowuje zimne  oddziaływanie termiczne. Przy zamrożeniu znika cała witalność produktu spożywczego, która wcześniej wyrażała się w jego czi (czyli energii przyp. ja). Organizm nie może przyswoić żadnej energii z takiego pokarmu, lecz musi przeznaczyć więcej energii na jej strawienie, w związku z czym proces trawienia jest spowolniony.  Taki pokarm przebywa w przewodzie pokarmowym dłużej niż normalnie i stanowi żyzne podłoże dla procesów gnilnych i fermentacji. Powstające w ten sposób toksyny i złogi szkodliwych substancji odkładają się następnie w ciele. Oprócz niedoboru czi w mrożonkach, jest to główną przyczyną osłabienia energetycznego, powodowanego przez nie  po dłuższym czasie u dorosłych, i w stosunkowo krótkim w przypadku dzieci. Jeśli chodzi o potrawy i napoje podgrzewane w mikrofali, zachodzi podobne zjawisko. Po pierwsze, napromieniowanie sprawia, że utracone zostaje czi pokarmu. Po drugie, wynikające z tego dłuższe przebywanie pokarmu w jelitach stanowi obciążenie dla organizmu i wiąże się z powstawaniem toksycznych złogów. To samo dotyczy również produktów spożywczych, które w większości krajów europejskich, a przede wszystkim w Belgii i Holandii, są naświetlane celem przedłużania daty przydatności do spożycia. Zdrową alternatywą są tradycyjne metody: suszenie, wędzenie, przechowywanie w oleju, kwaszenie, wekowanie."

Także gorąco polecam tę książkę, bo można się z niej dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy. Polecam zarzucenie mrożonek, bo wcale nie są takie zdrowe. I najbardziej polecam świeże warzywa, dokładnie takie jak te:



















Pieczone warzywa korzeniowe

kilka młodych/niedużych marchewek
kilka niedużych pietruszek
kilka buraków czerwonych, pasiastych albo żółtych
(może być również kalarepa, rzepa, rzodkiewka etc, im więcej tym lepiej, tak jak tutaj)
oliwa/olej rzepakowy tłoczony na zimno
ocet jabłkowy
tymianek, rozmaryn
ew. sól

Warzywa porządnie wyszczotkować i przekroić wzdłuż (oprócz pasiastych buraków (candy striped beets), które kroimy w poprzek). Ułożyć w naczyniu żaroodpornym lub na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Porządnie skropić oliwą i octem jabłkowym, posypać tymiankiem lub rozmarynem, ewentualnie solą. Piec ok. 30 - 40 min w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

3 komentarze:

  1. Warzywa w takiej formie są pyszne, robiłam je niedawno.
    Jestem fanką Kuchni Pięciu Przemian i od kilku miesięcy eksperymentuję w temacie:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, skąd masz takie piękne pasiaste buraki? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. z takiego niepozornego Spara w duńskiej miejscowości wypoczynkowej, sama się zdziwiłam, gdy go tam zobaczyłam :)

    OdpowiedzUsuń