środa, 26 lutego 2014

Pieczony seler i suszona śliwka



Ostatnio zachęcałam Was do pieczonego selera, ale tak trochę mało przekonywająco - bez dowodów i zdjęć. Pora wziąć się do selera dosadniej, zanim przyjdzie kalendarzowa wiosna i skończy się jego zapas. Dosyć długo seler kojarzył mi się głównie jako składnik wywarów warzywnych i raz do roku przygotowywanej sałatki jarzynowej. W międzyczasie nauczyłam się dodawać go do soków owocowo-warzywnych o surówek. Tej zimy się to jednak zmieniło, bo w pracy seler lądował w menu kilka razy w tygodniu, pod różnymi postaciami. Pieczony seler sam w sobie jest pyszny, a jeśli damy mu szansę i postawimy w doborowym towarzystwie - będzie w stanie nas zadziwić! Co prawda całego selera (mały był) musiałam samodzielnie zjeść, bo niektórych przypadków nie da się jednak namówić...
Do towarzystwa selerowi proponuję dać suszoną śliwkę, bo aczkolwiek skromna to para, jest to para doskonała. O śliwkowym sosie sałatkowym pisałam już wcześniej, ale tak jakoś bez echa się on obył - według mnie zupełnie niesłusznie, bo jest naprawdę czadowy! Może tym razem uda mi się kogoś zachęcić?




Seler z suszoną śliwką

1 seler lub pół
odrobina oleju
garstka soli

garść lub dwie suszonych śliwek
kilka łyżek octu śliwkowego (lub innego, żywego)
łyżka zimno tłoczonego oleju
 odrobina wody 

Selera obrać, wysmarować olejem i hojnie posypać solą. Duży okaz można przekroić w pół. Piec min. 45 minut w 180 stopniach (z termoobiegiem, w 200 stopniach bez). Po tym czasie sprawdzić jego miękkość (nakłuć widelcem), chcemy selera miękkiego, ale nie 'rozgotowanego'.
Suszone śliwki namoczyć w razie potrzeby - ok. 30 minut w ciepłej wodzie. Zblendować na gładką masę, dodać wody by rozrzedzić sos. 
Selera kroimy na kawałki i polewamy suto sosem.

 Jemy na ciepło, lub zabieramy do pracy - smakuje równie dobrze na zimno. Tylko tak nie do końca ładnie się prezentuje :) Pomysł podejrzany w pracy właśnie.


9 komentarzy:

  1. Zapraszam na konkurs z nagrodami
    https://www.facebook.com/ApetycznaBabeczka?ref=hl
    Pozdrawiam
    Aga

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. no przecież tylko takie serwuję ;)

      Usuń
  3. I <3 seler - mogę jedynie rzec, przełknąć ślinkę i zanotować śliwkowy sos. koniecznie spróbuję. a co to za piękne listki? koniczynka? czy smaczna też?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczawik zajęczy, w lesie można spotkać taki zielony, kwaskowaty jest. z koniczyną też jest spokrewniony :)

      Usuń
    2. znalazłam! rośnie pod domem kępka :))

      Usuń
  4. Mnie nie musisz namawiać na selera. Najbardziej go lubię ugniecionego w puree ziemniaczanym. Jest przepyszny!!! Bardzo mi się podoba ten sosik śliwkowy, a gdyby śliwka wędzoną była, to dopiero byłby czad!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hihi, tez o tym myslalam :D tylko u mnie wedzonych sliwek brak. mam plan, ze jak wroce do pracy, to bede probowac uwedzic takie francuskie suszone z pestka w srodku (nieziemskie sa, prawie jak takie domowe) w piekarniku :) bo my tam duzo rzeczy tak wedzimy, ale wedzonych sliwek Dunczycy raczej jeszcze nie widzieli ;)

      Usuń